Gdzie znaleźć przyjaciół

Pętla (2020) - Oglądaj cały film online! Gdzie obejrzeć? Zobacz już teraz!

2020.09.30 17:56 vodfilmy_pl Pętla (2020) - Oglądaj cały film online! Gdzie obejrzeć? Zobacz już teraz!

Pętla (2020) - Oglądaj cały film online! Gdzie obejrzeć? Zobacz już teraz!

Oglądaj film Pętla (2020)

https://preview.redd.it/jmr2asdm2bq51.png?width=816&format=png&auto=webp&s=ea2391321ddc285a098a90dbd6a25a5f4188cf7f
Link: https://vodfilmy.pl/filmy-online/petla-2020-online/

Pętla w reżyserii Patryka Vegi została oparta na aferze podkarpackiej

Przed tym, jak zdobędziesz wiedzę, gdzie obejrzeć Pętlę, nową sztukę filmową Patryka Vegi, bądź gotowy na bardzo ciężkie sceny i mnogość bezlitosnych ujęć. Oglądanie filmu możesz zacząć w tym momencie! Czy mimo to jesteś przygotowany, aby obejrzeć film Pętla online?
Przyjrzyj się z bliska aferze podkarpackiej i podejmij decyzję, czy jesteś w stanie podołać jednej z najważniejszych premier (według liczby widzów IMDB) bardzo dyskusyjnego polskiego reżysera!

Jaką historię opowiada film Pętla, który jest dostępny online dla każdego, kto ma ochotę go obejrzeć?

Niedoświadczony funkcjonariusz Daniel w wyniku działań podejmowanych w czasie pracy spotyka rodzeństwo pochodzenia ukraińskiego. Bliźniaki szybko zostają informatorami policjanta, dzięki czemu ten rozpoczyna walkę o coraz wyższe stanowiska do momentu, aż otrzymuje tytuł oficera Centralnego Biura Śledczego Policji w Rzeszowie. Mundurowego cechuje nadmierna żądza sukcesu, z tego powodu pragnie zostać najlepszym w swojej pracy. Aby schwytać niebezpiecznego przestępcę, decyduje się na przechwycenie jednego w największych domów publicznych w pobliżu. Mężczyzna tworzy wystawny klub, w którym biznesmeni, księża, politycy oraz znani celebryci pod obietnicą całkowitego milczenia mają okazję na korzystanie z usług seksualnych z wytwornymi kobietami. Jednak po wejściu do środka ich prywatność już nie istnieje – wszyscy są nagrywani. Po co ktoś nagrywa takie sytuacje? Daniel wraz z wcześniej poznanymi braćmi bliźniakami zdecydowali, że będą organizowali szantaże, nie myśląc o tym, że przez takie działania bardzo łatwo jest znaleźć się w trudnej sytuacji.
Zaprezentowane na dużym ekranie zajścia zostały stworzone na podstawie rzeczywistych wydarzeń, które nazwano mianem afery podkarpackiej.
Realizator pracował na materiałach, które były dostępne w tamtym czasie dla osób trzecich z tego względu, że to zajście nadal trwa. Dlatego też nie poznajemy odpowiedzi na narastające podczas oglądania pytania. Na to musimy po prostu poczekać, aż rzeczywistość wyjaśni wiele wątków. Warto dodać również, że cały precedens bardzo dynamicznie się rozwija i tak naprawdę nie możemy szybko spodziewać się zakończenia całej sprawy.

Zobacz film Pętla online i dowiedz się, jak w scenach poradził sobie Antoni Królikowski

Zanim obejrzy się Pętle, należy być gotowym na mnogość dynamicznych scen niekoniecznie samej akcji, lecz również elementów powstałych na etapie montażu, który został stworzony w naprawdę rewelacyjny sposób. Efektem takiego podejścia są bardzo żwawe kadry, a wisienką na torcie jest ukazany przepych oraz dokładnie wykreowane układy choreograficzne pań do towarzystwa. Ta sytuacja idealnie pokazuje, że pomimo tego, że niektóre osoby powinny angażować się w zupełnie odmienne sytuacje, interesują się przede wszystkim luksusem, przepychem, ale również zepsuciem.

https://preview.redd.it/zrs3i86b4bq51.jpg?width=200&format=pjpg&auto=webp&s=a62f919560492f7023b90df7c3846553e4ae400f
Jednak jednym z najważniejszych plusów ekranizacji na pewno nie jest estetyczna sceneria przybytku wolnej miłości, ale poziom aktorstwa. Antoni Królikowski należy do jednych z najbardziej rozpoznawalnych osób wśród ulubionych aktorów Vegi i tym razem również pokazuje, że jest w stanie rewelacyjnie pracować. Wykreowany przez Królikowskiego bohater jest przekonywający, biorąc nawet pod uwagę fakt, że wciela się w osobę z chorą ambicją, uzależnioną od narkotyków, seksu i pieniędzy, a tytułowa pętla zaciska się na jego szyi coraz to mocniej.
Następną dobrą składową produkcji jest Katarzyna Warnke znana przede wszystkim z pozostałych filmów tego reżysera. Kobieta wciela się w ambitną, ale surową i zdezorientowaną panią prokurator. Jeżeli to Ci nie wystarczy, to na wielkim ekranie możesz obejrzeć również całkowicie innego, ale świetnego Piotra Stramowskiego, który wcielił się w rolę boksera Dawida Kosteckiego, jednego z istotniejszych uczestników afery podkarpackiej. To właśnie on został znaleziony nieżywy w celi, a wydarzenie tłumaczono rzekomym samobójstwem. Natomiast w role jego ojca wcielił się Henryk Talara.

Czy film Pętla za darmo jest wart Twojego czasu?

Patryk Vega bez dwóch zdań należy do jednych z najbardziej dochodowych reżyserów polskiego pochodzenia, który uwielbia tworzyć filmy na podstawie różnych afer i sytuacji pobocznych. Tym razem sprawa również wygląda tak samo. Cały epizod dotyczący afery podkarpackiej został przedstawiony tak, jak widział to młody funkcjonariusz, którego napędzała potężna żądza sukcesu. Jeśli jednak ulegnie się jej zbyt łatwo, to ta żądza może zamienić się w coś krytycznego. W konsekwencji tego Daniel sukcesywnie przemienia się w bandytę, korzystającego ze swojego stanowiska państwowego do zwalczania konkurencyjnych grup przestępczych. Możliwe, że gdyby chora ambicja była pierwszym i ostatnim kłopotem głównego bohatera, to ten pewnej chwili byłby w stanie się zatrzymać. Niestety mężczyzna pogrąża się coraz bardziej i traci kontakt ze sobą.

https://preview.redd.it/9gn3g7dv1bq51.jpg?width=1133&format=pjpg&auto=webp&s=1957959320f373b8a2aa2130046bab5def424418
Pętla jest realizacją, która z pewnością sprawi satysfakcję wielbicielom twórcy. Ten film zdecydowanie zawiera samą esencję Patryka Vegi. Krótko mówiąc, jeżeli przepadasz za strukturami poznanymi we wcześniejszych produkcjach Patryka, to w tym obrazie nie poczujesz ich nieobecności. Zatem po raz kolejny zobaczysz brutalność, soczysty język oraz wiele scen z nagimi osobami – to wszystko niesie przesłanie, że w obecnych czasach silne jednostki w bardzo łatwy sposób pożerają słabsze.
Ciężko jednak określić Pętlę jedynie jako pokaz uciech, z tego względu, że film otrzymał o wiele głębsze znaczenie, które w głównej mierze obejmuje ludzką psychikę. Przedstawia również, iż występuje coś, co prawdopodobnie może zostać wykorzystane do sterowania istotami ludzkimi w o wiele większym zakresie niż gotówka. Co to mam na myśli? Oczywiście seks. Przy jego użyciu jest w stanie sterować nawet takimi osobami, które pieniędzy posiadają po prostu dużo.

Nie płać za to, co możesz mieć za darmo i oglądaj Pętla online!

Możliwość Pętla cały film wręcza wielbicielom Patryka Vegi opcję oglądania tej produkcji w komfortowej odmianie online, dostosowanej do większości urządzeń, które mają dostęp to internetu. Jeśli tylko masz chęć na oglądanie – starczy, iż usiądziesz komfortowo i najzwyczajniej w świecie go uruchomisz.
Nie wszyscy przepadają za polskimi produkcjami kinowymi, mimo to Vega należy do grupy reżyserów, którego filmów nie można pozostawić bez zainteresowania. Oczywiście możemy zarzucić mu naprawdę wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że nie dostrzega potencjału w naszym rodzimym kraju. Przeważnie swoje produkcje opiera na najgłośniejszych skandalach i aferach, którymi często zainteresowana jest cała Polska, co tylko poświadcza film Bad Boy 2020 czy Polityka. Realizator nie lęka również pokazywania wydarzeń, które inni starają się ukryć – przez to reżyser nie ma zbyt wielu przyjaciół.
Jeśli pragniesz oglądać film Pętla, który od niedawna jest dostępny online – nie zwlekaj ani sekundy więcej! Już teraz wejdź w sam środek afery podkarpackiej i dowiedz się, w jaki sposób Patryk Vega zaskoczył swoich fanów!
submitted by vodfilmy_pl to u/vodfilmy_pl [link] [comments]


2020.02.18 19:05 nurek02 Niesamowite Sposoby, Aby Uzyskać Więcej Z Twojego Domu Poprawy

Budowa domu to bardzo ważne, ponieważ liczba osób, które są lub chcą być właściciel domu będzie musiał być do czynienia z, podczas gdy posiadanie domu. Ten artykuł jest przeznaczony, aby zapewnić ci znaleźć swoją drogę w tym niektóre zadania remont domu z właściwą drogę.

Jeśli kupujesz dom, na pewno otrzymasz profesjonalne badanie. Innego specjalisty, który oferuje całkowicie obiektywne i mogą utrzymywać postępowaniu cywilnym.

Być może trzeba będzie przemalować na ganek. Należy używać wysokiej jakości farbę elewacyjną towaru.

Zazwyczaj można dostać jeden na inny sklep. Po prostu rozebrać i zbudować z boku do ramy i drzwi.
https://www.seart.pl/meble/drewno-sosnowe.html
Kiedy rozważasz budowę domu, bądź oryginalny i dowiedzieć się, co chcesz osiągnąć wcześniej czasu. Inspirację można znaleźć wszędzie, w czasopismach, a nawet cechy, które można zauważyć w domach swoich przyjaciół.

Można tanio usunąć pojawienia się ostrzec sprzęt agd. Twoje lodówka wciąż dobrze działa? Można jednak ze stali nierdzewnej, gdzie to jest? Urządzenie kiści farby można kupić za bardzo małe pieniądze i można szybko zmienić kolor produktu. To że dać twojej kuchni w zaledwie jeden dzień.

Jeśli nie prosisz o pomoc, gdy jesteś już po kolana w projekcie, to chyba być trudniej uzyskać pomoc potrzebna. Możesz również być kłopoty z realizacją projektu na czas, co dodaje stresu.

Należy wymienić wszystkiego, co trzeba przed wyruszeniem w sklepie towary do domu.

Większość pomieszczenia piwniczne posiadają naturalne oświetlenie w piwnicy. Pamiętaj, aby strategicznie planować sztuczne oświetlenie, aby zmaksymalizować twój piwnica jest przydatne. Niektóre ściany piwnicy na tyle wysoko, aby wystawać nad ziemią na ulicy.Można umieścić Windows w tej dziedzinie, jeśli to oświetlenie twojej piwnicy.

Inwestować w spustowy wąż do kanalizacji.To pomoże ci uniknąć zakupu środków czyszczących. Stoke węże nie dla zupełnie niedoświadczonych, to może potrzebny Ci hydraulik, aby pokazać, jak jest on używany po raz pierwszy.Węże są w różnych kształtach i długościach, mierzyć twój spust przed zakupem jeden.

Prawie wszystkie materiały, które są używane w projektach dotyczących poprawy domu mogą skusić złodzieja. Przechowywać wszystkie materiały budowlane w bezpiecznym miejscu, gdy nie pracujesz nad czymś. Jeśli dom jest bezpieczny - wszystkie drzwi i okna budynku że być zablokowany dostawy powinny być bezpieczne podczas przechowywania wewnątrz. Jeśli nie można zapewnić swoje artykuły w strukturze, zamykany pojemnik do przechowywania uniemożliwi kradzież.

Zawsze trzeba stosować się do te w domu, zanim staną się bardziej ważnych pytań.Różne części domu są ze sobą powiązane, a porażka może bardzo szybko się rozprzestrzeniać. Mały problem może przerodzić się w duży problem.

Nie bój się próbować nowych idee i zrobić to w czasie, gdy pracujemy w domu poprawy w środowisku pracy. Jeśli ktoś może to robić, to prawdopodobnie może toż zrobić też! Zgodnie ze wskazówkami i poradami zawartymi w niniejszym artykule, pomoże następne projekty zagospodarowania zakwaterowania bardziej gładko niż kiedykolwiek wcześniej.
submitted by nurek02 to u/nurek02 [link] [comments]


2019.10.01 15:29 ubityjlew Wszystko sie moze zdarzyc,...

📷
Sprzedali swą duszę, ulegli żądzy, pragnieniom i namiętnościom,
Zdecydowałem się pozostać człowiekiem przyjmującym męki, okazującym cierpliwość, pracującym na dobre, nie czekającym na wdzięczność i nagrodę ...
Ja
Świat
Kocham
Jestem człowiekiem, mieszkańcem planety Ziemia, centrum wszechświata, panem moich myśli i stworzeń mojich dzialan, filmów świadomości, czynów moich przodków, który uswiadowil swoja misję, biorą pełną odpowiedzialność za stan planety i skazuję się na:
! Ekologia - przeprowadzić wszelkie działania mające na celu skorygowanie, ustabilizowanie i zachowanie klimatu, populacji i ekologii jako całości, a nie podejmowac działań, które mogłyby zaszkodzić życiu stworzeń na planecie.
! Medycyna - rozwijać, inwestować, pomagać osiągać postępy i rozdzielać bezpłatną opiekę medyczną w ramach tej samej dostępności na całej planecie dla wszystkich jej mieszkańców, bez przywilejów i na równych zasadach, na odpowiednim poziomie aktualnej wiedzy.
! Bezpieczeństwo - zachować i chronić ludzkość i wszystkie stworzenia, porzuczic działania, które bezpośrednio lub pośrednio, teraz lub w przyszłości, zagrażają zdrowiu, istnieniu osoby lub stworzenia, mieszkańców planety.
! Niezależność - walka z kazdym typem zależności osoby i stworzenia, dążenie do harmonii ciała, duszy i natury, określanie potrzeb i ograniczanie pragnień, powodowanie pasożytniczej zależności od działania osoby lub stworzenia, szkodzenie zdrowiu, ekologii, egzystencji .
! Wzajemne zrozumienie - starac się zrozumieć motywy, pragnienia, myśli, warunki, działania człowieka i istoty, zwracając uwagę na sytuację, w której powstały i zagłębiając się do początku swojego pochodzenia, nie potępiając i nie akceptując, akceptując obecną sytuację i kierując ją na wektor rozwoju i priorytetów ludzkości.
! Wzajemna pomoc - pomóc kazdej osobie lub stworzeniu, w zależności od bieżącej możliwości i sytuacji, ignorując strach, wykonując działania w celu stabilizacji, rozwoju i kierowania, zgodnie z kierunkiem rozwoju ludzkości, aktualną sytuacją mieszkańca, stworzenia lub ludzkości.
Nie jestem szefem, nie liderem, nie prezydentem, nie dyktatorem, jestem człowiekiem, prostą osobą, pójdziemy z tobą razem, jeśli jesteś młody, nie słuchaj dorosłych, nie chcą cię skrzywdzić, ale twój pomysł, że są mądrzy, jest stabilna iluzja zbudowana na niewielkiej ilości informacji przetwarzanych przez twój mózg, gdyby były naprawdę mądre, nie musialbym teraz z tobą komunikować i zajmowac się korygowaniem konsekwencji życia dorosłych ludzi (bieda, wojna, kataklizmy, globalne ocieplenie, kapitalizm)
To jest nasz świat i tylko my decydujemy, co się stanie tutaj, nie ktoś tam, gdzieś tam, a ja i ty, tu i teraz.
Dobre uczynki należy robić cicho, ale nie trzeba ich wstydzic sie, mieć cierpliwości, nie ma głupich ludzi, po prostu sa zle poinformowane.
Wiesz już, czego potrzebujesz, to moja propozycja, jeśli chcesz więcej ...
Wiem, że większości nie podoba się to, gdy mówi się im, co mają robić, więc nie wskazuję, a sugeruję, czy jesteś z nami?
To będzie wojna bez jednego gwizdka ...
Rewolucja bez koniecznosci zbierania sie na placu ...
Najtrudniejsza bitwa w historii ludzkości, bitwa z własnym myśleniem, działaniami, ze sobą ...
Napisałem tę wiadomość, a następnie uruchomiłem falę , która zmyje wszystko na swojej drodze ...
Ponieważ mówię tylko trzema językami, teraz są trzy narody (w zasadzie nie dzielę ludzkości na narody) lub raczej rodzimi mówcy: Rosjanie, Polacy i Ukraińcy zaczynają przejmować inicjatywę, kierując się zdrowym rozsądkiem i trochę z entuzjazmem, to nie jest konkurencja, ale nadal ciekawe, gdzie będą najcenniejsze osiągnięcia ludzi, chcę Cię prosić o rozpowszechnianie tych informacji w dowolnej formie, jeśli znasz język obcy, przetłumacz go i rozpowszechnij we wszystkich możliwych miejscach, pokaż wszystkim znajomym i nieznanym, przekaż je obcokrajowcom na roznych, soc. sieci, media, inne ..
W końcu to nasza wspólna sprawa, każdy powinien wiedzieć, co się dzieje ...
Ratowanie planety nie zadziała tylko w jednym lokalnym miejscu, tylko lokalne działania przekształcą się w działania na pełną skalę na całej planecie ...
Mamy szczęście istnieć w Internecie, może to uprościć nasze zadanie ...
Po prostu uwierz w to z dziecinną naiwnością, tak jak uwierzyłeś lub wierzysz w Boga, ponieważ go nie widziałeś. Spójrz w lustro, ty i ja jesteśmy Bogami, kiedy żyjemy, i my dokonamy cudów nie gorzej ...
Nie chcę być zbyt werbalna, chcę wam pokazać więcej. Ale do tego musisz mi uwierzyć i pomóc ...
Na pierwszym etapie potrzebne będzie wsparcie finansowe i informacyjne, na drugim dodana zostanie aktywność fizyczna i intelektualna, na trzecim zrozumiesz już.
Nie patrz na innych, jeśli trzeba badz sam.
Bo jak nie my, to kto?
I przyzwyczaj sie ufac mi, mamy przed sobą długą drogę ...
Nie zakładaj nawet, że ktoś lub coś może nam przeszkodzić.
Możesz nosić różowe okulary, aby nie stracić entuzjazmu, a ja na razie prześlę rękawy i pomaluję ten świat na różowo, abyś nie dorastał po zdjęciu okularów.
Z zimną krwią, bez emocji i żalu, zabiłem wszystkie obawy w mojej głowie.Zostala tylko chęć zrobienia tego bez względu na skutki ...
Jednyny priorytet planeta.
A jeśli uważasz, że są ważniejsze sprawy, jesteś w błędzie, bez względu na to, kim jesteś i co robisz ...
Chcesz kupić dom, mieszkanie, samochód, spłacać długi, pożyczki, masz problemy lub uparcie budujesz szczęśliwą rodzinę, ślub, pracujesz i planujesz, uczysz się, chcesz podróżować, uczyć się języka, znaleźć poczucie wolności, stać się mądrym, bogatym, odnoszącym sukcesy, może po prostu dbasz o swoje dzieci, a najważniejsze dla ciebie jest dobro swoich bliskich, jesteś poważnym biznesmenem, specjalistą, cennym robotnikiem, prostym pracownikiem, żołnierzem, studentem, uczniem, chcesz się zrelaksować, możesz chcesz odpocząć od rutyny, uprawiać sport lub lubisz pić, uwielbiasz pyszne jedzenie, spać, chcesz wyglądać modnie i fajnie, może znaleźć siebie, martwisz się brakiem pieniędzy, ledwo związasz koniec z końcem lub żyjesz w pełnym dobrobycie, chcesz otworzyć firmę i pracować dla siebie, ...
Wszelkie pragnienia, działania, problemy, zmartwienia, status, pozycja w społeczeństwie, a nawet marzenia po prostu ustawione na tle następujących kadrow ...
Patrz i myśl, najważniejsze jest, aby nie panikować …
Od 30.08.2019-26.09.2019
База Х
Катаклизмы за неделю с 30 августа по 5 сентября 2019 года
📷
Катаклизмы за неделю с 6 по 12 сентября 2019 года
📷
Катаклизмы за неделю с 13 по 19 сентября 2019 года
📷
Катаклизмы за неделю с 20 по 26 сентября 2019 года
📷
Nie panikuj i nie bój się, nie panikuj, mam plan, czekałem 3 lata, mogłem rozpocząć jego wdrożenie wcześniej, ale wtedy niewielu mnie słuchało, teraz sam widziałeś i rozumiesz całą skale sytuacji i mam nadzieję, że strach nie paraliżuje ciebie, a ty i ja zaczniemy działać, uwierzcie mi, nadszedł czas, aby uratować ten świat, czy jesteście gotowi wziąć ze sobą odpowiedzialność za naszą planetę i zrobić wszystko, co w naszej mocy, a nawet więcej?
Zróbmy to, ty i ja.
1 Konieczne jest zorganizowanie produkcji w specjalnych fabrykach (które będziemy do tego przekształcać i budować) kulistych domów wykonanych z plastiku, które zostaną zaprojektowane przeze mnie i armię architektów. Dom nie utonie w przypadku powodzi, ponieważ będzie w połowie w ziemi, jest ustalony z możliwością zapięcia, które pozwoli ci pływać w ciężkich powodziach (produkcja jednej zajmie około 1-10 godzin, ponieważ zostanie wlana do gotowych form i uformowana w temperaturze z zebranego przez nas rozdrobnionego plastiku do przetworzenia, recyklingu) dom będzie całkowicie autonomiczny ze zbiornikiem wody w skorupie, który ochroni go w przypadku pożaru, natychmiast gotowy do zamieszkania po produkcji i stwardnieniu, w pełni wyposażony we wszystko, co niezbędne. (Spójrzesz na projekt, zrozumiesz o co chodzi) (w przyszłości są to wolne domy, ale teraz nieoprocentowana pożyczka, z możliwością spłaty uczestniczącą w dowolnym projekcie naszej organizacji)
2 Konieczne jest całkowite zaprzestanie stosowania rafinowanych produktów ropopochodnych (benzyna, olej napędowy, wszelkie paliwo palne), Zakaz, przestanie uzywania samochodu I maszym lub ograniczenie do minimum maksymalnego wykorzystania dowolnej techniki na spalonym paliwie (samochody, motocykle, lodzi, samoloty), chodzenie więcej i jazda na rowerze, szkody dla wygody i swoich interesów dla dobra ludzkości. Przestać rozwijać logistykę i transport, nie zamawiaj niczego, ponieważ transport towarów (rzeczy, towarów) jest stymulacją korzystania z transportu spalonych produktów naftowych, co bezpośrednio wpływa na stan atmosfery, ekologii i klimatu (pogody).
Pokażę projekty transportowe dla transportu osobistego na sprężonym powietrzu (zorganizujemy produkcję) silniki sprężonego powietrza do konwersji pojazdów na silniki spalinowe (zwykły transport, który widzisz każdego dnia, silnie zanieczyszcza powietrze i prowadzi do globalnego ocieplenia), a także sposoby ruch ładunku (rurociągi próżniowe, pierwsze już istnieją, są to rury do transportu ropy naftowej, nie potrzebujemy już ropy, jej dalsze użycie grozi wyginięciem ludzkości)
3 Konieczne jest zorganizowanie produkcji generatorów wiatrowych, paneli słonecznych, generatorów cyklicznych (możliwe będzie zrzucenie ciężaru) z agregatami (kompresorem) oraz zgromadzonie energii elektrycznej w sprężonym powietrzu i przechowywanej w butlach wysokociśnieniowych (dla dużych potrzeb będą istniały ogromne cylindry z tworzywa sztucznego i betonu) z następną możliwością dostarczanie powietrza pod ciśnieniem do specjalnie opracowanego silnika pneumatycznego, który zostanie podłączony do generatora prądu (zasada: słońce, wiatr, pedałowanie = elektryka = sprężone powietrze = mechaniczna energia = Elektryka)
Wszystkie stacje elektryczne (TEC), które działają na zasadzie spalania, pilnie zamykają, blokują.
Zablokuj pracę wszystkich przedsiębiorstw przemysłowych (z wyjątkiem medycznych i innych, które produkują niezbędne środki, żywność)
4 Usuń granice i ogłaszaj pełną równość i równy dostęp do dowolnej części planety dla wszystkich ludzi na planecie.
Oferuj pomoc w przeniesieniu wszystkich dotkniętych osób z niebezpiecznego terytorium do bezpieczniejszych, całkowicie nieodpłatnych ruchów, leczenia, zapewnienia mieszkania i jedzenia (podzielą ostatni kawałek chleba i podzielą miejsce zamieszkania, a także pomogą nam zrealizować nasze projekty). Przedstaw się tu i tam, jakie są twoje działania w stosunku do siebie w tej sytuacji.
5 Rozwój uniwersalnego języka planetarnego ((którego wszyscy będziemy musieli się nauczyć, czas to zrobić, mamy Internet, uprości to nasze zadanie), a metody przekazywania i rozumienia myśli i pragnień za pomocą gestów i zachowań na poziomie planetarnym są wyjątkowe standard dla wszystkich mieszkańców planety.
Więcej szczegółów w pełnoprawnym projekcie ...
6 Zorganizuj galerie żywności - ogrody z jedzeniem (tam rosnij, wszystko, czego potrzebujesz, jest automatycznie przetwarzane i podlewane, siada i zbiera, przychodzi i odbiera wszystko, co zamówiłeś w przedsprzedaży przez rok, komponujesz dietę przez cały rok, niektóre produkty 2-3 lata przedsprzedaży, z możliwością dostawy rurociągami próżniowymi i transportem na sprężonym powietrze, początkowo płatne dla tych komu stac i bezpłatne dla innych, z czasem bezpłatne dla wszystkich). Pomoże to pozbyć się poczucia strachu przed głodem, marnowaniem, dużych pojemnosci zepsutych produktow.
Więcej szczegółów w pełnoprawnym projekcie ...
7 Bezpłatne leczenie są dostępne na całej planecie przy tym samym poziomie aktualnej wiedzy dla wszystkich mieszkańców planety z bezpłatnymi lekami Zapewnij transport latający na sprężonym powietrzu (są to godziny pracy projektu). Sugeruję, aby lek był sponsorowany przez osoby palące marihuanę (ich miliardy) (100% program: 75% dla planetarnego funduszu medycznego, 20% dla producenta, 5% dla sprzedawcy, lepiej jest zainstalować specjalne automaty z możliwością płatności kartą i przez Internet) Zjadliwość w funduszu miodowym jest równomiernie rozmieszczona na całej planecie (jeśli mamy tylko tyle na zieloną opaskę, to na całym świecie będzie bezpłatna zielona oprawa). Wynagrodzenia dla lekarzy nie są jeszcze brane pod uwagę, jedynie przywileje w celu uzyskania dostępu do 1 i 6 projektów (bezpłatnie od pierwszych etapów) (obliczenia za jeden miesiąc: 1 osoba = 100zl / gram * 20 gramów = 2000 * 0,75 = 1500zl miesięcznie * 1000 000 osób = 1 500 000 000 zl miesięcznie, jest to przybliżone obliczenie, ponieważ jeśli palacze dowiedzą się, gdzie inwestują, kupując marihuanę, będą palić lub po prostu kupować dużo więcej i pamiętaj, że ich miliardy) będą również mieli okazję zainwestować bezpośrednio w konto projektu, bez żadnych korzyści (z własnego doświadczenia powiem, że marihuana stymuluje aktywność mózgu , i pomaga postępować w budowie myśli, projektów i po prostu relaxuje, jeśli nie boisz się jego działania, a strach nie zalewa twoich myśli, a następnie płynie słabo i czujesz swój potencjał oraz wymyśla genialne rozwiązania problemu, a ci, którzy często palą przez trwaly czas , sami już rozumieją, że to nonsens, i mogą całkowicie kontrolować swoją zależność i odmówić jej w dowolnym momencie (bez względu na to, jak to brzmi, możesz przestać palić marihuanę na długi czas, nie dlatego, że jest szkodliwa i cos tam , a po prostu dlatego, że tak długo radzisz se sam i nie trzeba palenia, jest to najlepszy psycholog w trudny czas dla Ciebie), zrezygnować z palenia papierosów 10 razy ciezej, marihuany, z osobistego doświadczenia. Kiedyś często paliłem, przez ostatnie lata do 10 razy w roku, tylko wtedy, gdy nie mogłem poradzić sobie z depresją z powodu braku działan na te projekty (było za wcześnie)
8 Bank planetarny z rownymi rachunkami i walutą światową (w przyszłości pomnożony przez zużytą energię, specyfikę działań lub sama energii) Instytucja bankowa jest potrzebna, aby wszystkie te projekty równomiernie rozprowadzały nasze możliwości i działania. Nieoprocentowane kredyty żywnościowe będą nadal dostępne. , mieszkania, leki, przez długi czas (do 5 lat bez żadnych wymagań i wyjaśnień), a my będziemy inwestować w tym banku bez żadnych materialnych zachęt, ponieważ sam rozumiesz, że możemy znaleźć się po obu stronach i dawać i proszic, bądź wdzięczny za swoją sytuację, jeśli masz okazję pomóc i nie wstydź się przyjąć pomocy.
Wszystko, co pochodzi ode mnie, także do mnie wraca ...
Przedstawię projekt.
9 Kierunki do całkowicie wolnego(bezplatnego) życia każdej osoby na świecie, zniszczenia rynku i systemu monetarnego (nowa ERA, nie jesteśmy już na sprzedaż, nie jesteśmy tani i nie jestesmy drogi, naszą wartością jest życie)
10 Całkowite zniszczenie dowolnego rodzaju broni (przekształcenie go w bardziej przydatne rzeczy) całkowite rozbrojenie i porzucenie armii na całej planecie (nowa ERA, mamy rzeczy ważniejsze niż wzajemne zabijanie, to jest wzajemne ratowanie)
To moje życie ...
Najlepsze co mam oddaje swiatu, i ide ...
! Tak - mój wybór, moja euforia i moje nieszczęście.
Być może nigdy nie usłyszysz od nikogo wdzięczności i nie otrzymasz korzyści finansowych ani innych korzyści materialnych, będziemy musieli oszczędzać pieniądze, zrzuzac sie, pracować za darmo po pracy, widzieć brak zrozumienia w oczach bliskich i otaczających nas osób, w pełni skoncentrować naszą uwagę na projektach i pomysłach , ćwicząc i działając, wkładając wszystkie wysiłki fizyczne i intelektualne, ignorując strach, poświęcając swój czas, świadomie porzucając pokusę, aktualne plany, zmieniając zainteresowania, czując dyskomfort, być bardzo zmęczony , żyć tak jak po raz ostatni, i po prostu podnosic się z ejforii uczuć, bo to ma większy sens, niż co bądź na tej planecie, bez rekompensaty nie może być porównywana z ejforii uczucie kiedy swiadomy że robisz mase ważnych kroków dla ludzkości.
To nie są puste słowa, ty i ja zmienimy ten świat, słyszysz? Bądź pewien, że nie poddam się do końca, zmienimy ten świat zwierząt, to będzie początek, zrobisz to, po prostu rozdzieraja cie energia I pomysly, całkowicie uwierzyles w siebie, nie będziemy w stanie się nikomu oprzeć, mamy najpotężniejszą siłę w naszych rękach, wiarę w siebie .
A teraz musimy zjednoczyć, w imię jednego celu, wszyscy.
Powiedz mi, że to bez nadziejne, nie zadziała , aby wysłać ci ...
Nie szukaj tutaj zysku, nie znajdziesz go, na tym świecie jestem jak jednorożec, ale powiem, że nie topi się, staram się o syna izeby sam nie żyw na próżno, nie śpię dla córki, nie zapominam o twoich, kocham ten świat i nie potrzebuję raju ... Tak, nie ma jeszcze syna i córki, ale w moim życiu nie postawilem jeszcze kropki ...
Nowa ERA, ERA samoświadomości swoich działań i ich konsekwencji.
Bez nas ta planeta będzie się nadal obracać, ale postarajmy się upewnić, że nie nudzi nas od tych karuzeli ...
Nasze dzieci po prostu nie mają wystarczającej wyobraźni, aby wyobrazić sobie, jaką rzeczywistość musieliśmy upaść, wstać, popełnić błędy, działać, śmiać się ... Zyc
Teraz proszę cię o pomoc materialną 1 (nie więcej), abym mógł wykonać makiety projektów i po prostu poświęcić całą uwagę realizacji tych projektów, potrzebuję również twojej pomocy w środowisku informacyjnym, sam rozumiesz, jak i co mamy zrobić, mamy 1 miesiąc na wdrożenie pierwszego etapu informacyjnego i organizacyjnego, ale na razie będę dystrybuować działania, definiować zadania i finalizować projekty z armią architektów i inżynierów oraz entuzjastów.
Nie jestem sam, zrobimy to razem
Ty i ja
Pokażę ci drogę, cel ...
Rano nie tylko wstaniesz, a bendzie wskakiwac ...
A kiedy nadejdzie moment śmierci, wszystko, o czym pomyślicie, to to, żebys my tylko dotrwali do konca.
Będziemy kontynuować, jeśli za miesiąc będzie nas co najmniej dwóch …
Aby policzyc ilu nas (lajk, repost), ale aby policzyc aktywne i oszacować możliwości finansowe, zrob przelew 1 (i napisz swój potencjał), jeśli to możliwe, jeśli nie jest to możliwe, pieniądze nie są najważniejsze, ale wydaje mi się, że 1 jednostka waluty nawet małe dziecko może je zdobyć i znaleźć sposób na identyfikację (zrzuć 1 jednostkę waluty = 1 aktywna osoba, która wspiera projekt, pokażę zrzuty ekranu, abyś zrozumiał naszą skalę co miesiac)
Konto Sber Bank - 5536 6900 8567 8128 (Rosja) (1 rubel)
Prywatny rachunek bankowy - 5168 7554 4521 4212 (Ukraina) (1 hrywien)
Konto (numer konta) Millennium Banka - 32 1160 2202 0000 0003 4200 8939 (Polska) (1 złotówka)
Przepraszam za błędy, nie jestem idealny, popełniam błędy, ale chcę, aby pozostały jedynymi błędami, które popełniłem. Opuściłem je, ponieważ nie jesteśmy w szkole i nie boję się dwójek.
Jeśli postaramy sie, możemy przejść do drugiego etapu (czynne działanie) w ciągu 48 godzin.
W ciągu jednej nocy nie możesz zmienić swojego życia, ale możesz zmienić swoje myśli i kierunki, które zmienią nie tylko nasze życie, ale cały świat.
Dla dobrych ludzi jestem jak Gary Potter, który walczy ze złem,
A dla zła jestem jak Lord Voldemort, moja śmierć niczego nie zmieni, ponieważ zostawiłem 10 krystrazow z informacjami o wszystkich etapach i projektach, które pojawią się automatycznie (niektóre krystrazy to losowi ludzie, którzy sami nie rozumieją, jakie informacje posiadają) i zabijając mnie lub grożąc śmiercią mojej rodziny lub przyjaciół, nie można zatrzymać tej fali ...
Żyjemy w społeczności opinii, w której nikt nic nie wie, ale chce mieć opinię na dowolny temat.
Dokonałeś wyboru, teraz bądź szczęśliwy.
I pamiętaj, że nie ma zwycięstwa bez cierpliwości ... pozostań człowiekiem w każdej sytuacji, każdy koniec, to dopiero początek.
Ta wojna będzie na wszystkich frontach, ostatnie tchnienia kapitalizmu.
Zapomnij o słowie ja, teraz Tylko MY.
submitted by ubityjlew to u/ubityjlew [link] [comments]


2018.08.03 15:29 Gazetawarszawska Biedni Polacy patrzą na getto

Biedni Polacy patrzą na getto
ADMINISTRATOR JUDAISM & ISLAM 06 FEBRUARY 2018 HITS: 631 EMPTY
Prof. Jan Błoński
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/298-biedni-polacy-patrza-na-getto
„Tygodnik Powszechny” nr 2/1987 Czesław Miłosz wypowiedział kilkakrotnie osobliwe słowa o obowiązku oczyszczenia, który ciąży na polskiej poezji. Oczyszczenia rodzinnej ziemi, która jest – przytaczam – “obciążona, skrwawiona, zbezczeszczona”. Obciążać może tylko krew cudza. Krew własna, krew ofiary podsyca wspomnienie, budzi żal, litość, szacunek. Domaga się pamięci, modlitwy, sprawiedliwości. Pozwala także na przebaczenie, chociaż przebaczenie to nie przychodzi łatwo. Inaczej już z krwią cudzą, ale przelaną w sprawiedliwej walce.
Mamy prawo do obrony koniecznej, ale to prawo już jest ustępstwem, Chrystus kazał Piotrowi schować miecz… Zapewne więc każda przelana krew domaga się refleksji i pokuty, nie można jednak powiedzieć, aby każda obciążała, bezcześciła ziemię.
Miłosz nie myśli ani o krwi rodzimej, ani o krwi najezdników. Jasne, że myśli o krwi żydowskiej, o ludobójstwie, którego naród polski nie jest winien, ale które dokonało się na naszej ziemi i tę ziemię jakoś na wiek wieków naznaczyło. Poezja, literatura – albo ogólniej, pamięć, zbiorowa świadomość – nie może o tym krwawym i ohydnym znaku zapomnieć. Nie może zachować się tak, jakby go nie było… Słychać jednak czasem głosy (zwłaszcza młode), których ten znak nie porusza. Odrzucamy przecie – powiadają – zasadę odpowiedzialności zbiorowej… Jeśli tak, nie musimy wracać do spraw zapadłych nieodwracalnie w przeszłość.
Dość będzie, jeśli zbrodnię potępimy in toto, jak potępiamy wszelką krzywdę, wszelką nikczemność. Odpowiem tak: kraj ojczysty nie jest hotelem, w którym dość sprzątnąć brudy po przypadkowych gościach. Zbudowany jest przede wszystkim z pamięci, inaczej mówiąc, jesteśmy sobą tylko dzięki pamięci o przeszłości. Tą przeszłością nie możemy dowolnie rozporządzać, chociaż – jako jednostki – nie jesteśmy za tę przeszłość bezpośrednio odpowiedzialni. Musimy nosić ją w sobie, chociaż bywa to przykre czy bolesne. I winniśmy dążyć do tego, aby ją oczyścić.
Ale jak? Oczyścić pole Kaina to – najpierw – pamiętać o Ablu. Ów Abel nie był sam, mieszkał w naszym domu (na naszej ziemi), a więc we wspólnym domu na wspólnej ziemi. Krew została na ścianach, wsiąkła w ziemię czy chcemy, czy nie. Wsiąkła w naszą pamięć; w nas samych. Więc nas samych musimy oczyścić, czyli zobaczyć siebie w prawdzie. Bez tego dom, ziemia, my sami pozostaniemy zbrukani. Taki jest sens słów poety, jeżeli je dobrze rozumiem. Tak w każdym razie widzi on swój obowiązek, wzywając niejako nas wszystkich, abyśmy także swego obowiązku dopełnili.
https://preview.redd.it/8b28cl4grvd11.jpg?width=450&format=pjpg&auto=webp&s=6b04172444bb046786d217c57f2c32352d83d87f
Jak to jest trudne, dowodzi znany bardzo wiersz Miłosza, Campo di Fiori. Opowiada o karuzeli, którą – chciał traf, ale jaki to znaczący, osobliwy traf – zmontowano w Warszawie, na placu Krasińskich, tuz przed wybuchem powstania w getcie. Gdy zaczęły się walki, karuzelowy interes nie przestał funkcjonować, gromadził dalej dzieci, młodzież, gapiów.
Czasem wiatr z domów płonących Przynosił czarne latawce, Łapali płatki w powietrzu Jadący na karuzeli. Rozwiewał suknie dziewczynom Ten wiatr od domów płonących, Śmiały się tłumy wesołe W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
Miłosz porównuje “wesołe tłumy” z rzymskimi przekupniami, którzy – w chwilę po spaleniu Giordana Bruna – powrócili do swoich zajęć, ciesząc się “różowymi owocami morza”, “koszami oliwek i cytryn”. I kończy refleksją o “samotności ginących”, której sprzeciwia się “słowo poety”. Tylko tak może ono – zdaje się mówić – “ocalić” to, co można jeszcze ocalić, ocalając zaś, oczyszcza naszą pamięć buntem przeciwko mijaniu i “zapomnieniu”, co rośnie “Nim jeszcze płomień przygasnął”. Wspomnienie i westchnienie nie uwalnia jednak od obrazu stosu na targu czy karuzeli na grobie. Dowodem dalsze dzieje wiersza, który był często tłumaczony i przytaczany. Rozumiano go nieraz jako oskarżenie. Przełożony na przykład na hebrajski, zdać się może dowodem na wrogą obojętność wobec zagłady getta… Po latach Miłosz zastanawia się, “czy rzeczywiście taka była wtedy ulica warszawska. I była, i nie była. Była, bo w okolicach getta kręciły się karuzele i nie była, bo w innych momentach, w innych okolicach Warszawa była inna, więc nie chodzi o jakieś oskarżanie”. Wiersz – powiada – jest “publicystyczny”, czyli nadto jednoznaczny, za łatwo pozwala wyciągać wnioski. Coś upraszcza, upraszczając zaś, uspokaja…
Gorzej: poeta odkrywa, że napisał wiersz “bardzo niemoralny”. Dlaczego? Bo –cytuję – “pisany o umieraniu z pozycji obserwatora”. I rzeczywiście: tak jest ten wiersz napisany, że ten, który mówi – czyli poeta – wychodzi obronną ręką. Jedni umierają, drudzy się bawią, on zaś “wznieca bunt” swoim słowem i odchodzi, zadowolony, że piękny wiersz napisał… Czuje więc po latach, że się za łatwo wykręcił. W zestawieniu z “horrorem”, jak mówi, pisanie okazuje się “niemoralne”: Campo di Fiori nie zdołało pokonać “konfliktu życia ze sztuką”. Miłosz dodaje więc na usprawiedliwienie, że wiersz powstał “jako zwyczajny odruch ludzki wiosną 1943 roku” i oczywiście, zgodzimy się chętnie, że był to piękny, szlachetny odruch. W tę okropną Wielkanoc uratował on – jak ktoś ładnie napisał – “honor ludzkiej poezji”. Ale razem z poetą czujemy, że ostatnie słowo nie zostało powiedziane. Może te poetyckie udręki pomogą nam zrozumieć, dlaczego nie możemy sobie poradzić z rozważeniem całej żydowsko-polskiej przeszłości. Porzucę więc teraz literaturę i odwołam się do osobistego doświadczenia.
A właściwie nie całkiem osobistego, bo każdy chyba, kto był za granicą, powiedzmy, na zachodzie Europy, usłyszał pytanie, czy Polacy są antysemitami? Albo wyraźniej: dlaczego Polacy są antysemitami? Ja sam słyszałem to pytanie tyle razy, i tyle razy wdawałem się w wyjaśnienia, że mógłbym chyba ze dwadzieścia takich rozmów schematycznie streścić. Czy Polacy są antysemitami? – Dlaczego pan tak stawia pytanie? Bywają Polacy antysemici, bywają filosemici, bywają tacy, których to nic nie obchodzi, i takich właśnie jest coraz więcej. – Oczywiście, są rozmaici Polacy, ale ja pytam o większość społeczeństwa. Polacy zawsze uchodzili za antysemitów, nie może to być przypadek? – Jak to zawsze? Przecież wtedy, kiedy Anglia, Francja, Hiszpania wygnały Żydów, właśnie w Polsce znaleźli schronienie! – Zapewne, ale to było dawno, w średniowieczu, wtedy Żydami pogardzano wszędzie, ale od połowy osiemnastego wieku, w nowożytnej Europie, zawsze były z polską nietolerancją kłopoty – Ale przecie od końca osiemnastego wieku żadnej Polski nie było! – Było jednak polskie społeczeństwo, w którym Żydzi nie mogli sobie znaleźć miejsca, dlaczego? – Byliśmy w niewoli, musieliśmy myśleć przede wszystkim o sobie – Właśnie. Dlaczego nie myśleliście o sobie razem z Żydami? – Za wielu ich było. Nie mieliśmy szkół, sądów, urzędów. Żydzi nie mówili nawet po polsku. Woleli uczyć się niemieckiego, rosyjskiego… Ale światli ludzie namawiali do asymilacji, starali się zbliżyć Żydów do Polaków! – Czemu nie odwrotnie? Czy Żydzi nie mogli zostać Żydami? Urządzaliście pogromy, nie wiadomo dlaczego? – pierwsze pogromy miały miejsce na Ukrainie, sprowokowała je carska policja…
I dalej: – Kiedy odzyskaliście niepodległość, los Żydów wcale się nie polepszył. Przeciwnie, antysemityzm stawał się coraz jadowitszy… – W dwadzieścia lat nie można przerobić społeczeństwa, a poza tym, czy w całej Europie nie było podobnie? Po pierwszej wojnie przyjęliśmy wielu Żydów z Rosji, po 1934 roku – z Niemiec… – Może to i prawda, ale traktowaliście Żydów jako obywateli drugiej kategorii. A w czasie wojny uchroniliście bardzo niewielu – Jest w Izraelu miejsce pamięci ludzi, którzy ratowali Żydów, trzydzieści procent nazwisk to Polacy. – Ale procent ocalonych Żydów był w Polsce niski, najniższy w Europie w stosunku do całej ludności kraju – W 1942 roku, w Warszawie, na ośmiu Polaków było w mieście czterech Żydów. Jak ośmiu może ukryć czterech? – Właśnie Polacy rozpoznawali Żydów i wydawali ich Niemcom. Albo policji, która przecież była polska… – W każdym społeczeństwie jest kilka procent ludzi bez sumienia. Pan nie ma pojęcia, czym była okupacja niemiecka w Polsce. Za ukrywanie jednego Żyda rozstrzeliwano całe rodziny, z dziećmi włącznie. – Owszem, tak było, ale za konspirację także strasznie karano, a wszyscy podobno konspirowali. Żydzie nie chcieli pozostać w Polsce… – Trudno im było żyć wśród wspomnień. –
Trudno im było żyć wśród Polaków, którzy nie chcieli im zwracać sklepów, mieszkań, grozili, zabijali, nie słyszał pan o pogromach, w Krakowie, w Kielcach? – Pogrom w Kielcach był prowokacją polityczną – No to co? Prowokacja, jeśli była, to znalazła posłuch. Dziesięć tysięcy prowokatorów? – Żydzi ginęli nieraz nie za to, że byli Żydami, ale za to, że byli komunistami. – A w 1968 roku, czy dlatego opuszczali Polskę, że byli komunistami? I tak do końca czy też raczej, bez końca. Dyskusje historyków wyglądają bardzo podobnie. Powracają – dokładniej udokumentowane – te same opinie i zdarzenia, które starałem się zebrać w mojej (na wpół) wyimaginowanej rozmowie. Istnieje o tych sprawach ogromna literatura, pamiętnikarska i historyczna, o której mamy w Polsce bardzo blade pojęcie… Tymczasem powinniśmy ją znać, choćby dlatego, że mówi także o nas. Jest w niej znaczny rozrzut stanowisk i wniosków. Trafiają się książki, których autorzy nie kryją, że powoduje nami nienawiść. Lekceważyć ich nie wolno. Zrodziły się przecież z osobistych przeżyć, których autentyczności nie sposób podawać w wątpliwość. A poza tym – czy w naszym piśmiennictwie nie roi się od wypowiedzi, pełnych obłąkanej wręcz nienawiści do Żydów? Jest także sporo książek ostrożnych i – o ile możliwe – obiektywnych. Przypominają one starannie mentalne i materialne uwarunkowania polsko-żydowskiego współżycia. Uwzględniają niewyobrażalne dziś niemal natężenie okupacyjnego terroru, który spowodował moralne zdziczenie społeczności – nie tylko polskiej… Przyjmują milcząco we wnioskach, że do nieszczęść środkowej Europy nie można przykładać miar, powiedzmy, angielskich. Gdy wali się niebo, nawet kopniak może być dowodem litości i współczucia…
Prawda pozostaje jednak i trudna do ustalenia, i trudna do przyjęcia. Przysłuchiwałem się przed dwoma laty dyskusji zagranicznych i polskich specjalistów i muszę powiedzieć, że było to bardzo ciężkie przeżycie. Dla nas i także, jak sądzę, dla Żydów. Do uzgodnienia stanowisk było oczywiście daleko. Ale też nie jest ono celem takich konferencji. Myślałem ciągle o tym, co nie zostało tam powiedziane i co właściwie sprawia, że dyskusje – przyjacielskie na ogół – łączyły się dla wszystkich z przykrością i cierpieniem. Potem doszedłem do wniosku, że było to właśnie poczucie skażenia, zbrukania, zbezczeszczenia, o jakim mówił Miłosz. Dlatego pozwolę sobie jeszcze raz wrócić do poety. W 1943 roku Miłosz napisał inny jeszcze wiersz o zburzeniu getta. Jest on mniej jednoznaczny, może nawet trudny do zrozumienia?
Zaczyna się od obrazu niszczenia: Rozpoczyna się rozdzieranie, deptanie jedwabiu, Rozpoczyna się tłuczenie szkła Drzewa, miedzi, niklu, srebra, pian Gipsowych, blach, strun, trąbek, liści, kul, kryształów – aż: Wali się w ogniu dach, ściana i żar ogarnia fundament. Jest już tylko piaszczysta, zdeptana, z jednym drzewem bez liści – Ziemia. Zburzone zostało miasto, została ziemia, pełna skorup i odpadków. Pełna także ciał ludzkich. I w tej ziemi czy raczej pod ziemią Powoli, drążąc tunel, posuwa się strażnik-kret Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole. Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej, Rozróżnia ludzki popiół po tęczującym oparze. Popiół każdego człowieka po innej barwie tęczy. Kim jest ten kret, trudno powiedzieć. Jest strażnikiem, może strażnikiem pogrzebanych?
Ma latarkę, a zatem widzi, widzi w każdym razie lepiej niż umarli. A wśród tych umarłych znajduje się jakby także sam poeta, czy też raczej ten, który wiersz wypowiada. I on tam leży, i boi się. Boi się kreta. Osobliwy, zdumiewający obraz. Boję się, tak się boję strażnika-kreta. Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy, Który siadywał dużo w blasku świec, Czytając wielką księgę gatunku. A zatem ten kret ma rysy Żyda, ślęczącego nad Talmudem czy Biblią. Chyba Biblią, bo ona raczej zasługuje na nazwę “wielkiej księgi gatunku”, ludzkiego oczywiście. Cóż powiem mu ja, Żyd Nowego Testamentu, Czekający od dwu tysięcy lat na powrót Jezusa? Moje rozbite ciało wyda mnie jego spojrzeniu I policzy mnie między pomocników śmierci Nieobrzezanych.
Straszny to wiersz, bo pełen lęku. Ale są w nim jakby dwa strachy. Jeden, to strach przed śmiercią, dokładnie przed pogrzebaniem żywcem, co przecie zdarzyło się tylu ludziom, zasypanym w podziemiach, także w piwnicach getta. Ale w tym pierwszym strachu jest drugi strach, strach przed strażnikiem-kretem. Ten kret posuwa się pod ziemią, ale także jakby – poniżej naszej świadomości. To poczucie winy, do jakiej nie chcemy się przyznać. Pogrzebany pod ruinami między zwłokami Żydów, “nieobrzezany” boi się, że zostanie policzony przez morderców. Więc lęk przed potępieniem, lęk piekielny! Lęk nie-Żyda, który patrzy na walące się getto. Wyobraża sobie, że mógłby tu – przypadkiem – także zginąć, i wtedy w oczach kreta, co umie rozróżnić popioły, wyda się “pomocnikiem śmierci”. I rzeczywiście, wiersz nosi tytuł Biedny chrześcijanin patrzy na getto. A zatem jest w tym chrześcijaninie lęk przed losem, jaki spotkał Żydów, ale jest także – stłumiony, zaszyfrowany przez niego samego – lęk przed tym, że zostanie potępiony. Potępiony przez kogo? Przez ludzi? Nie, ludzi już nie ma.
To kret go potępia, a raczej może potępić, ten kret, który dobrze widzi i zna “księgę gatunku”. Własne moralne sumienie potępia (może potępić) biednego chrześcijanina. I on chciałby się przed tym kretem-sumieniem ukryć, bo nie wie, co mu powiedzieć. Miłosz, zapytany, co czy kogo ten kret oznacza, uchylił się od odpowiedzi. Odparł, że napisał wiersz spontanicznie, nie zaś “programowo”. Jeśli tak, tym lepiej, wiersz byłby bezpośrednim wyrazem grozy, która – jak to bywa we śnie i także w sztuce – wyłania z siebie obrazy. Unaocznia to, co nie w pełni zrozumiane, to co było, a może jeszcze jest, w ludziach, zapewne także w poecie, ale w niejasnym, zamazanym, przytłumionym kształcie. Wczytując się w taki wiersz, lepiej siebie rozumiemy, bo to, co niejasne, oglądamy jakby przed nami. Ja Biednego chrześcijanina trochę – jak każdy czytelnik – uzupełniłem, skomentowałem. Myślę jednak, że nie jestem bardzo daleko od odczuć poety.
Ale nie tylko poety. Wracam teraz do fikcyjnej rozmowy. Jest ona – trochę uproszczonym – streszczeniem dziesiątków sporów i polemik. Co w niej uderza? W odpowiedziach mego syntetycznego Polaka rozpoznać można ten właśnie lęk, który odzywa się w Biednym chrześcijaninie. Lęk, aby nie zostać policzonym między pomocników śmierci. Tak on okropny, że czynimy wszystko, aby go oddalić, aby nie dopuścić nawet do jego wyjawienia. Czytamy czy słuchamy rozważań o żydowsko-polskiej przeszłości i kiedy tylko dojdzie do nas zdarzenie, fakt, który nie najlepiej o nas świadczy, gorączkowo staramy się go pomniejszyć, wytłumaczyć, zbagatelizować. Nie jest nawet tak, abyśmy go chcieli ukryć czy zaprzeczyć, że miał miejsce. Czujemy przecież, że nie wszystko było w porządku. Jakże zresztą mogłoby być w porządku? Współżycie społeczności – jak współżycie jednostek – nigdy nie jest bez skazy. Cóż dopiero takie burzliwe, nieszczęśliwe współżycie. Nie umiemy jednak rozmawiać o nim spokojnie. Dlatego, że – świadomie czy nieświadomie – boimy się oskarżenia. Boimy się, że odezwie się strażnik-kret i powie, zajrzawszy w swoją księgę: ach, wyście także służyli śmierci? I wyście pomagali zabijać? Albo przynajmniej: patrzyliście spokojnie na żydowską śmierć?
Pomyślmy jednak uczciwie: takie pytanie musi paść. Musi je zadać każdy, kto rozmyśla nad polsko-żydowską przeszłością, niezależnie od odpowiedzi, jakiej udzieli. Ale my – świadomie czy nieświadomie – nie chcemy, aby to pytanie padło. Odsuwamy je od siebie jako niemożliwe, skandaliczne. Przecieśmy nie stanęli po stronie morderców. Przecież sami byliśmy następni w kolejce do pieca. Przecież – nie najlepiej, ale jednak – jakoś z tymi Żydami współżyliśmy, oni zaś także nie byli w naszych sporach bez winy. Więc stale musimy o tym wszystkim przypominać. Bo co o nas inni pomyślą? Jak my sami będziemy o sobie myśleć? Jakże to będzie z dobrym imieniem naszego kraju, naszego społeczeństwa?… Ta troska o “dobre imię” jest stale obecna w prywatnych – a bardziej jeszcze w publicznych – wypowiedziach. Inaczej mówiąc, rozważając przeszłość, chcemy z tych rozważań wyciągnąć moralny zysk. Nawet wtedy, kiedy potępiamy, chcemy sami stanąć ponad – czy poza – potępieniem. Chcemy znaleźć się absolutnie poza oskarżeniem, chcemy być zupełnie czyści. Chcemy być także – i tylko – ofiarami… Ta troska jest wszakże podszyta lękiem – jak w wierszu Miłosza – i ten lęk wypacza, zniekształca nasze myślenie o przeszłości. Co też od razu wyczuwają nasi rozmówcy… Nie chcemy mieć nic wspólnego z okropnością. Czujemy jednak, że kala nas ona jakoś, “bezcześci”. Dlatego wolimy o tym wszystkim nie mówić. Albo mówimy tylko po to, aby odeprzeć oskarżenie. Oskarżenie, które nieczęsto pada, ale wisi niejako w powietrzu.
Czy możemy się go wyzbyć? Czy możemy mu zapobiec? Ja myślę, że nie, bo ono jest – na dobrą sprawę – w nas samych. To my sami boimy się kreta, który drąży sumienia. I myślę także, ze go nie odpędzimy. A przynajmniej nie odpędzimy go, zapominając o przeszłości albo przyjmując wobec niej postawę obronną. Musimy całkiem szczerze, całkiem uczciwie stanąć wobec pytania o współodpowiedzialność. Nie ma co ukrywać: to jest jedno z najboleśniejszych pytań, przed którym możemy stanąć. Myślę jednak, że powinniśmy je koniecznie rozważyć. Przed tym pytaniem my – jako Polacy – nie stoimy sami. I to może nam pomóc. Nie dlatego, że raźniej bić się w piersi gromadnie. Że rozłożymy tak naszą winę, że się ta wina niejako pomniejszy… Raczej dlatego, że lepiej będziemy ją mogli zrozumieć. Zrozumieć zarówno naszą winę, jak to, dlaczego przed nią uciekamy. Czytaliśmy niedawno o wizycie, którą Ojciec Święty złożył w rzymskiej synagodze. Znamy też kościelne dokumenty, gdzie – już za czasów Jana XXIII – rozważono ponownie i miejmy nadzieję, ostatecznie stosunek chrześcijan do Żydów, albo raczej: chrześcijaństwa do judaizmu. W tym przemówieniu i w tych dokumentach od razu uderza jedno. Nie zajmują się one wyważaniem win ani roztrząsaniem przyczyn (społecznych, ekonomicznych, intelektualnych czy Bóg wie jakich), które sprawiły, że chrześcijanie patrzyli na Żydów jak na wrogów, szkodników czy natrętów. Jest natomiast jasno powiedziane: chrześcijanie (i Kościół) się mylili. Nie mieli prawa ani podstawy, aby uważać Żydów za naród “przeklęty”, za naród winien śmierci Chrystusa. Taki zatem naród, który “powinien” zostać odsunięty, odosobniony, wyłączony ze wspólnoty.
Jeśli się to jednak stało, to dlatego, że chrześcijanie byli za mało chrześcijanami… Nie mówi się zatem: myśmy “musieli” się bronić, myśmy “nie mogli” ratować czy traktować Żydów jak braci. Nie przypomina się nawet danych, które mogłyby stanowić okoliczność łagodzącą. A trochę takich danych jest. Przecież Żydów (jako monoteistów) nie lubiła już starożytność. W średniowieczu spoiwem Europy była jednolitość religijna… Kościół bywał też na ogół łagodniejszy niż świeccy panujący. Ale to wszystko nie zmienia istoty rzeczy. Musi więc zostać pominięte. Podkreśla się raczej, że kościelna praktyka podniecała niechęć do Żydów i utrzymywała ich w poniżeniu i izolacji… Słowem, współczesne dokumenty nie zmierzają do wybielenia przeszłości, nie targują się o okoliczności łagodzące. Mówią jasno o zaniedbaniu obowiązków braterstwa i miłosierdzia. Resztę pozostawiają historykom. W tym jest właśnie chrześcijańska wielkoduszność tych wypowiedzi.
Myślę, że w naszym stosunku do żydowsko-polskiej przeszłości winniśmy tę postawę naśladować. Przestać się bronić, usprawiedliwiać, targować. Podkreślać, czego nie mogliśmy zrobić, za okupacji czy dawniej. Zrzucać winę na uwarunkowanie polityczne, społeczne, ekonomiczne. Powiedzieć najpierw: tak, jesteśmy winni. Przyjęliśmy Żydów do naszego domu, ale kazaliśmy im mieszkać w piwnicy. Kiedy chcieli wejść na pokoje, obiecywaliśmy, że wpuścimy, jeśli przestaną być Żydami, jeśli się “ucywilizują”, jak mawiano w XIX wieku, nie tylko w Polsce, rzecz jasna. Tak myślały najświatlejsze umysły, Orzeszkowa, Prus… Znaleźli się wśród Żydów tacy, co gotowi byli tej rady posłuchać. Ale wtedy zaczęliśmy mówić o najeździe Żydów, o niebezpieczeństwie, które nam zagrozi, kiedy przenikną w polskie społeczeństwo! Zaczęliśmy – jak to expressis verbis napisał Dmowski – stawiać warunki: jak choćby ten, że tylko tych Żydów uznać można za Polaków, co będą współdziałać w graniczeniu żydowskich wpływów! Mówiąc zwyczajnie: tych, co zwrócą się przeciw bliskim, przeciw rodzicom! Wreszcie straciliśmy dom i w tym domu okupant zaczął Żydów zabijać.
Czyśmy im solidarnie pomogli? Ilu z nas uznało, że to nie ich rzecz! Byli też tacy (pomijam zaś zwykłych zbójów) co się po cichu cieszyli, że Hitler załatwił nam “problem” żydowski… Nie umieliśmy nawet powitać i uszanować niedobitków, cóż z tego, że rozgoryczonych, zbłąkanych, może i dokuczliwych. Słowem, miast się targować i usprawiedliwiać, winniśmy najpierw pomyśleć o sobie, o własnym grzechu czy słabości. Taki właśnie moralny przewrót jest w stosunku polsko-żydowskiej przeszłości konieczny. Tylko on może stopniowo oczyścić skażoną ziemię.
Co w słowach łatwe, w praktyce jednak trudne. Zmienić się musi bowiem społeczna świadomość problemu. Domagamy się nieraz od Żydów (albo od ich przyjaciół) ostrożnej, sprawiedliwej oceny wspólnych dziejów. Powinniśmy jednak najpierw wyznać naszą winę i prosić o przebaczenie. I w gruncie rzeczy oni tego tylko czekają – jeżeli czekają. Przypominam sobie wzruszające przemówienie. Mówca zaczął od stwierdzenia, że stosunek wielu Żydów do Polski przypomina zawiedzioną miłość. Mimo cierpień i trudności – ciągnął – społeczność żydowska była istotnie przywiązana do Polski. Znalazła tam bowiem dom i schronienie, możliwość “bycia u siebie”. Świadomie czy podświadomie oczekiwali, że jej los będzie się polepszać. Że zmniejszy się ciężar poniżenia, przyszłość stanie się jaśniejsza. Stało się inaczej. Nic się już – kończył – nie zmieni. Żydzi nie mają i nie mogą mieć żadnej w Polsce przyszłości. Powiedzcie więc tylko – wołał – że w tym co się stało nie było naszej winy. Niczego innego nie chcemy. Ale z takiego przyznania nie możemy zrezygnować.
Oznacza to – po polskiej stronie – przyjęcie winy. Ale tu zjawia się po raz ostatni strażnik-kret i pyta: pełnej winy? Czy także współwiny za ludobójstwo? Słyszę już wołania: jak to? Przecież myśmy, na Boga, nie brali w ludobójstwie udziału! Tak, to prawda, odpowiem. Nikt rozsądny nie może powiedzieć, że Polacy – jako naród – brali w ludobójstwie udział. Co prawda, odzywają się czasem takie głosy. I należy je spokojnie rozważyć, nie popadając w gniew – znak paniki. Uważam je wszakże – razem ze znaczną większością – za niesłuszne. Więc dlaczego mówić o ludobójstwie? O współwinie? Odpowiem tak: współudział i współwina to nie jest to samo. Można być współwinnym, nie biorąc udziału w zbrodni. Najpierw przez zaniechanie czy przeciwdziałanie niedostateczne. A kto może powiedzieć, że było ono w Polsce dostateczne? Właśnie dlatego, że dostateczne nie było, składamy hołd i otaczamy czcią tych wszystkich, którzy to heroiczne ryzyko podjęli… Chociaż dziwnie to zabrzmi, niewykluczone, że ta współwina przez zaniechanie jest mniej istotna dla naszego pytania. Gdybyśmy bowiem – w przeszłości – postępowali mądrzej, szlachetniej, bardziej po chrześcijańsku, ludobójstwo byłoby zapewne “mniej do pomyślenia”, byłoby prawdopodobnie utrudnione a już niewątpliwie spotkałoby się ze znaczniejszym oporem.
Inaczej mówiąc, nie zaraziłoby obojętnością i zdziczeniem społeczeństwa (społeczeństw), w przytomności których miało miejsce. Powstaje zaraz pytanie, czy można to powiedzieć nie tylko o Polakach, także Francuzach, Rosjanach, o całej Europie, o całym chrześcijaństwie? Owszem, zgoda. Ta współwina jest rzeczywiście wspólna. Ale nie sposób zaprzeczyć, że właśnie w Polsce było Żydów najwięcej (więcej niż dwie trzecie Żydów na świecie to Żydzi “polscy”, w tym znaczeniu, że ich przodkowie mieszkali na ziemiach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej). Z konieczności myśmy więc mieli wobec nich najwięcej moralnych zobowiązań (czy były one na nasze siły, niech rozstrzyga Pan Bóg i rozważają historycy). Więc dla nas Żydzi byli najbardziej problemem, można nawet powiedzieć, wyzwaniem czy zadaniem, które postawił los… Aby na chwilę wrócić jeszcze do literatury: rozumiał to najlepiej nie kto inny jak Mickiewicz.
Myśl i marzenie największego z poetów były najbardziej dalekowzroczne. Inaczej nawet niż większość ludzi Żydom życzliwych, Mickiewicz uważał, że Izrael “brat starszy”, winien cieszyć się w Polsce tymi samymi przywilejami co wszyscy, zarazem jednak zachować prawo do swej odrębności religijnej i obyczajowej. Podobna była postawa Norwida, nie inaczej, o ile można wyrozumieć, myślał Słowacki… Przynajmniej więc najwięksi stali po stronie prawdy i sprawiedliwości. Marzenie Mickiewicza było w istocie prorocze: dostrzegł on jakby, że tylko taki społeczny wybór mógł uratować (przynajmniej częściowo) Żydów od zagłady, nas zaś od moralnego upadku… Byłby to wybór zaiste niezwykły, we właściwym znaczeniu słowa mesjański. Stało się jednak dokładnie inaczej, bo przecie przyznać trzeba, że właśnie w Polsce antysemityzm stał się – zwłaszcza w XX wieku – szczególnie dokuczliwy i jadowity…
Czy doprowadził do wzięcia udziału w ludobójstwie? Nie. Kiedy czyta się to, co o Żydach wypisywano przed wojną, kiedy się odkrywa, ile było w polskim społeczeństwie nienawiści – można się nieraz dziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Bóg tę rękę zatrzymał. Tak, Bóg, bo jeśli nie wzięliśmy udziału w tej zbrodni, to dlatego, że byliśmy jeszcze trochę chrześcijanami, że w ostatniej chwili pojęliśmy, jak szatańskie to było przedsięwzięcie… Ale od współwiny wcale nas to nie uwalnia. Skażenie, zbezczeszczenie polskiej ziemi miało miejsce i dalej ciąży na nas obowiązek oczyszczenia. Chociaż – na tym cmentarzu – sprowadza się już tylko do jednego: do obowiązku zobaczenia naszej przeszłości w prawdzie.
You are here: Home > Biedni Polacy patrzą na getto
By Adm on 18/05/2013 in Judaizm i islam
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.05.23 22:06 jaqqu7 [Spoiler] Zbiorcze (krótkie) podsumowanie obejrzanych odcinków

Uff, jakimś cudem udało mi się nadrobić (prawie, bo zostało mi jeszcze Hoozuki oraz Golden Kamuy, czy LotGH) zaległości jakie mi wisiały od dobrych kilku tygodni. Co prawda musiałem zrezygnować z formuły podsumowań, żeby to osiągnąć, bo normalnie z tych 20+ minut robiła mi się godzina... no cóż... czasem po prostu nie potrafię pisać zwięźle i wchodzę w zbyt rozbudowane dygresje. Problem w tym, że odkąd zacząłem pracować, robienie ich tak jak podczas studiów i krótkiego okresu siedzenia na bezrobociu po ich skończeniu - nie ma mowy, aby dalej tak to ciągnąć. Trochę szkoda, ale życie. Natomiast nie odpuszczam robienia publicystyki, czy to tutaj, czy obecnie głównie na blogu szogu3... gdzieś z tyłu głowy siedzi mi też plan, żeby to jakoś rozwinąć dalej. Ale póki co szukam sposobu, aby znaleźć sposób na razie, by nie zjadło mnie to nazbyt finansowo.
 

MEGALOBOX

Matulu kochana, to anime jest czystym złotem i im dalej w las jest tylko lepiej. Szczególnie, gdy poznaliśmy nieco przeszłość Nanbu oraz jakie relacje go łączyły z następnym przeciwnikiem Joe. Naprawdę ręce składają się same do oklasków w jaki sposób pociągnęli temat PTSD i powrotu okaleczonych weteranów z wojny. Niedawno pisałem tekst o Violet Evergarden i musiałem do niego odświeżyć sobie pamięć o tych pięciu pierwszych odcinkach, które obejrzałem... i przedstawienie tego w MB porównując do biedy VE, to jak niebo a ziemia. Zresztą sama walka zyskała tylko na tym, że ten bokser miał głębszy związek z bohaterami, dodało mnóstwa wielowymiarowości walce oraz nadało jej bardziej osobistego charakteru. Do tego ta animacja w niej jest absolutnym majstersztykiem, dawno nie widziałem w żadnej serii, żeby każdy cios budził u mnie dreszcz ekscytacji. Nie wiem kto jest odpowiedzialny za choreografię i reżyserię pojedynków - wiem natomiast jedno, odwalił kawał fenomenalnej roboty. Ich ciężar, efekty, prędkość zadawania i lejący się pot wraz z juchą. Coś fantastycznego! A muzycznie... no muzycznie, trzeba powiedzieć, że soundtrack zdecydowanie najwyższa półka. Nie mogę się doczekać, aż będzie można go przesłuchać w całości. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, iż to jeden z najlepszych OST w tej dekadzie.
No i jeszcze ten cliffhanger w ostatnim odcinku. Wszyscy wiemy, że Joe ostatecznie trafi na MEGALONIĘ - jednak póki co sytuacja bohaterów jest dość mizerna.
 

Hisone to Masotan

Właściwie, to jak świetna jest ta seria mógłbym podsumować jednym obrazkiem. Szczególnie teraz, gdy główny motyw przewodni stał się jeszcze bardziej wyraźny wraz z pojawieniem się pozostałych Pań Pilotek, które wcześniej ukazane były tylko w openingu i endingu. Generalnie seria stała się opowieścią o fobiach społecznych, problemach z komunikacją między sobą a otoczeniem oraz kompleksach bohaterek. Z bardziej absurdalnej komedii, połączonej z elementami fantasy i w militarnym sosie, nawet bardziej weszliśmy w rejony SoL - szczególnie tego znanego np. z Kobayashi-san Chi no Maid Dragon (i to nie przez obecność smoków). Anime do napełniania serduszek ciepłym miodem. Chociaż gdzieś tam w tle jest jakaś rządowa tajemnica dotycząca smoków, a do tego zbliża się pewien rytuał, w którym każda z protagonistek ma odegrać rolę wraz ze swą bestią. Bardzo też podobał mi się motyw ze wspomnieniami z WW2.
 

Stein's;Gate 0

Wreszcie jestem na bieżąco z tą serią. Nie tak dawno oglądałem przecież oryginalne anime i bardzo przypadło mi ono do gustu, więc czekałem na ten sequel/spin-off. Ogólnie cały koncept, gdzie Okabe nie dał rady uratować zarówno Kurisu oraz Mayuri - oraz jak śmierć tej pierwszej się na nim odbiła po tych wszystkich liniach czasu jakie z nią przeżył, czy uczuciu narodzonym między obojgiem narodziło. Depresja, stany lękowe, napady paniki i porzucenie swojej fałszywej tożsamości szalonego naukowca - generalnie nie jest mu w życiu wesoło. Co prawda udało mu się uratować wszystkich pozostałych przyjaciół, ale ta jedna strata była zbyt bolesna, a próba ucieczki w zwykłe życie nijak nie zaleczyła ran, czy pozwoliła zapomnieć o sobie. Jeszcze bardziej odczuwalne jest to, gdy pojawia się opcja, gdzie może porozmawiać z AI opartym o wspomnieniach i charakterze Kurisu. Budzi w nim, odrzucane wspomnienia o uczuciach, ale z drugiej strony staje się formą terapii... przynajmniej do czasu. Na horyzoncie pojawia się nowa tajemnicza korporacja z nową grupą przeciwników czyhających na życie bohaterów. SERN nawet staje się tutaj w pewien pośredni sposób sojusznikiem w walce z tym zagrożeniem.
O ile sama fabuła jest świetna, to w innych aspektach jestem nieco rozczarowany. Po pierwsze mam wrażenie, że można by się obyć bez koleżanek Mayuri wprowadzonych tutaj - imho tylko zapychają ekran i powodują, że i tak balans postaci kobiecych do męskich jest jeszcze bardziej zachwiany. Jednym słowem robi się zbyt tłoczno od kobiet na ekranie, oryginalna seria potrafiła lepiej wyważyć elementy będące naleciałością z VN. Druga sprawa, to bardzo przeciętna oprawa wizualna: anime wygląda gorzej niż poprzednie i raczej plasuje się w okolicach maksymalnie nieco powyżej przeciętności. Kiepski framerate i problemy z anatomią postaci są strasznie rozpraszające.
 

Darling in the FranXX

Podsumowując: Kokoro chce penisa Mitsuru into jej wagina. I to mocno, bo marzy jej się gromadka dzieci. Nie podoba się to oczywiście Papie, któremu o problemach z Plantacją 13 informują Dziewiątki. Oprócz tego Hiro wyrosły niebieskie rogi, a Zero Two jest świetna jak zawsze. Ogólnie cały ten eksperyment Dr. FranXX z pozostawieniem ich na miesiąc odciętych od informacji z zewnątrz i sprawdzeniu jak relacje między bohaterami się rozwinął dał bardzo ciekawe efekty. Niektóre dość niespodziewane, bo okazuje się także, że ich opiekunka Nana również miała wyczyszczoną pamięć na temat swojej przeszłości i przeprowadzono na niej procedurę wymuszonego zagłuszenia emocji - jednak obserwowanie głównych bohaterów budzi u niej powoli te wspomnienia. W tle natomiast wchodzimy w ostateczną rozgrywkę między Papą i APE, a klaxiozaurami wraz z pojawieniem się ich "Księżniczki". Pytanie tylko, jaką rolę odegra ekipa z Plantacji 13 w całej ostatniej fazie konfliktu.
Nie wiem jak wam, ale wydaje mi się, że to nie cyber kaiju są prawdziwymi najeźdźcami, a właśnie Papiści.
submitted by jaqqu7 to anime_dyskusje [link] [comments]


2016.11.21 18:00 SoleWanderer Jak Gruby spod Białegostoku przeszedł na islam

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20995433,jak-gruby-spod-bialegostoku-przeszedl-na-islam.html
Przejście na islam było dla Grubego przeżyciem. Poczekał, aż jego dwóch najlepszych kumpli wyjdzie z więzienia. To oni byli jego świadkami podczas szahady, muzułmańskiego wyznania wiary W lipcowym słońcu wszystko lśni: czarna karoseria, srebrne felgi, nowe buty Siwego, złoty łańcuch na szyi Młodego. Wysiadają z bmw z rękami w kieszeniach, śmieją się głośno, przepychają, pogwizdują. Mają swoje zasady: czekać na nikogo nie lubią. I z reguły nie czekają, ale mówią, że dziś warto. Na wakacje do Z. wraca Gruby.
– Ej, jest! – rzuca Młody.
Gruby wysiada z autobusu Warszawa – Białystok. Biały dres, czarne klapki Adidasa, torba przerzucona przez ramię.
– Patrz go, znowu przypakował! Ile masz teraz w łapie?! – Młody wita Grubego, nie widzieli się od roku.
– Eee... 46. Ostatnio centymetr spadł. Ramadan miałem, musiałem przystopować. No, nie mogłem sobie pohulać...
Przyjaciele klepią się po plecach, obmacują biceps Grubego, napinają swoje. Któryś rzuca: – Nie bój, stary, nadrobimy!
Biała siła, Białystok. Reportaż Grzegorza Szymanika
Jak flaga polska Gruby, Siwy i Młody mają dziś po 30 lat, znają się od 20. Od podstawówki przesiadywali na tej samej ławce pod blokiem. Tam wypili pierwsze wspólne piwo i wyjarali paczkę papierosów. Nieraz z nudów ławkę podpalili, ale wiedzieli, że pan Janusz z klatki obok naprawi. Czasami postraszył, że ojców zawoła. Był jednak wyrozumiały, nie wołał. Wiedział, że Gruby za karę może nocować w piwnicy.
– Dobre czasy ta szkoła była. Jaja niezłe, piło się przed religią, krzesła wyrzucało przez okno, pyskowało na polskim, a na angielskim udawało świnię... Ale najwięcej cyrków to było w gimnazjum. Pamiętacie, jak żeśmy Miśka złapali za nogi i zawiesili głową nad boiskiem, przez okno z drugiego piętra? Cały biały ze strachu był! A jak krew mu z nosa leciała!
– No, jak flaga polska wyglądał – Gruby pokłada się ze śmiechu.
– Bydło się czasami robiło, ale wolę życie teraz. Na poważnie, na poziomie – Młody poleruje lusterko w swoim bmw. Samochód dostał od ojca na trzydzieste urodziny. W domu się nie przelewało, ale rodzice sprzedali działkę po dziadkach i zainwestowali w syna. Młody wszędzie podwozi ojca, na zakupy czy do lekarza. W końcu nie muszą się niczego wstydzić. – Prawie 30 tysięcy. Stary miał gest, co nie?
Cała trójka po gimnazjum trafiła do technikum. Uczyli się na mechaników samochodowych, ale już wtedy wiedzieli, że dla innych pracować nie będą. Sprawa prosta: albo robisz swój biznes, albo ktoś inny będzie cię gnoił.
W drugiej klasie przestali pić. Używki zamienili na siłownię. Zorganizowali sobie swoją, osiedlową, w piwnicy u Siwego. Na używaną sztangę i obciążenie zrobili zrzutę po parę dych. Potem rozeszła się wieść, że u Siwego można przypakować. Zaczęli przychodzić inni, a oni za to kroili: dychę od wejścia i można było zostać do rana. Na ścianach powiesili plakaty Muhammada Alego i Michaela Jacksona. Siwy miał sentyment.
Białystok dla białych! Zaczyna się od dresiarstwa. Ważne, żeby przypakować na siłowni. Razem ze sterydami chłopaki łykają neofaszystowską ideologię
Zaczęli rosnąć w oczach. Wszystkie babcie i matki na osiedlu z zadowoleniem informowały się, jakie to pozytywne zmiany zaszły w życiu ich chłopców. Że wyrośli z głupot, że tak pięknie obiady jedzą – do ostatniego okruszka, że każą sobie dwie piersi z kurczaka dziennie gotować, że kilo ryżu to na dwa dni im teraz starcza, alkoholu od nich nie czuć, sportem się zajęli. Tylko skąd brać na nowe ubrania, tak nagle wyrośli?
Gruby z kolegami zarabianie na ubrania wzięli w swoje ręce. Było łatwiej, niż zakładali: oni rosną, inni się boją. Jeździli do Białegostoku po towar i kazali młodszym biegać po mieście: z marihuaną, dopalaczami. Potem cały interes kręcił się na siłowni. Sprzedawali metę. Zarabiali, a na dzielni zyskali posłuch.
Meta to skrót od metanabolu, sterydu anabolicznego. Cykl łykania tabletek to cztery-sześć tygodni. W tym czasie potrafili przybrać dziesięć kilogramów. Potem zaczęli kłuć sobie tyłki. Tłumaczą: – Zdecydowanie lepiej zainwestować w zastrzyki, chroni się wątrobę.
Podręczny słownik pakera
– Teraz, jak młodzi przychodzą po radę, to mówimy: najpierw się dowiedz, gdzie i od kogo, dużo ruskiego syfu jest na mieście. Najgorzej, jak masz wyjebkę, jak nie wiadomo, co sobie wstrzeliłeś.
– I nie zakochuj się przy pierwszym czy drugim cyklu. Dziewczyna to, wiadomo, dodatkowy stres: a to to, a to tamto. Wtedy więcej spalasz i masa leci w dół.
– No i zbieraj kasę. Jeden cykl to często półtora kafla: koks, leki osłonowe, witaminy, białko, carbo...
– Ej, Siwy, synka masz. W przyszłości pozwolisz mu brać?
– Chyba oszalałaś.
Koks? Nic nam o tym nie wiadomo Siwy i Młody studiowali zaocznie zarządzanie i administrację w Białymstoku. Żeby dziewczyny się nie czepiały. Mówiły, że w życiu liczy się papier.
– Wytrzymaliśmy dwa lata, zmarnowane pieniądze. Ale przynajmniej miasto poznaliśmy. Wpadaliśmy tam co drugi weekend, pobujaliśmy się z godzinę po szkole, a potem a to do jednej siłowni, a to do drugiej. Poznać chłopaków, przybić pionę. Po trzech latach otworzyliśmy naszą: na Antoniuku.
Balanga w Transie. Jest tylko dziś i tylko tu. Ciemność i ultrafiolet. Didżej nakręcił ludziom fazę. Reportaż Lidii Ostałowskiej
Oprócz siłowni Młody cztery lata temu otworzył w Z. solarium dla swojej dziewczyny, dziś już żony. Wszystko po to, żeby się nie nudziła i w domu nie narzekała.
– W tygodniu siedzimy w Białym, wszystkiego trzeba doglądać, chłopaków sprawdzać, czy któryś na naszym terenie interesów nie robi.
– U was na siłce można kupić koks?
– Nic nam o tym nie wiadomo.
Po tygodniu ciężkiej pracy odpoczywają: weekend to czas dla dziewczyn, żon i dzieci. W soboty jeżdżą do Jaświł, podlaskiej wsi. Jest tam popularna wśród fanów disco polo dyskoteka Fantazja. Bardzo sobie chwalą.
– Widać, że ten, kto otworzył, ma zasady. To najważniejsze. Trzymają muzę na dobrym poziomie, nie ma zadym, można z dziewczynami się pobujać. A w czasie postu zamknięte, tak jak być powinno. Niektóre dyskoteki nie zamykają.
– To takie istotne? Chodzicie do kościoła?
– A kto nie chodzi? Ty nie chodzisz?!
Niech Murzyn siedzi w domu - reportaż o rasistach w Białymstoku
Szahada na siłowni Chłopaki zawsze wszystko robiły razem, Gruby też miał być współwłaścicielem siłowni. Ale w styczniu 2005 roku stracił dużo forsy na maszynach. Gotówki szukał na mieście. Znajomy był cieciem na osiedlowym parkingu, więc przymknął oko na to, że Gruby wykręcił kilkanaście felg i kołpaków. Kasą mieli się podzielić.
– Suki akurat przejeżdżały, a my już świętowaliśmy.
Gruby, tak jak reszta, wychował się na blokowisku. Od kiedy pamięta, mieszkał z ojcem. Szanował go, mimo że ojciec dużo pił. Jak Gruby coś przeskrobał, dostawał lanie. Do czasu aż urósł – w wieku 15 lat ważył 66 kilogramów, rok później prawie 80. Wtedy to on zyskał u ojca szacunek. Matka mieszkała ze swoim chłopakiem i drugim synem kilka ulic dalej. Gruby rzadko do niej zaglądał. Chyba żal miał. Coś go w każdym razie w tej sytuacji denerwowało.
– No i wpadliśmy z tymi felgami. Jakaś sprawa w sądzie była. A że to nie pierwszy raz, tylko wcześniej suki oko przymykały, trzeba było zwiewać. Wkurwiłem się, że teraz uważać na wszystko trzeba. Coś tam w lombardzie zastawiłem, do ciotki do Belgii zadzwoniłem i powiedziałem, że przyjeżdżam.
Napijmy się jak Irańczyk z Polakiem
Gruby poznawał Brukselę bez znajomości języka, bez pieniędzy. Jego wzrok przyciągały luksusowe samochody, jakich wcześniej nawet nie widział. I różne kolory skóry: to, że wszyscy żyją obok siebie, a białe dziewczyny chodzą pod rękę z czarnymi.
Po miesiącu trafił do osiedlowego fitness clubu. Angielski załapał szybko, tym bardziej że mało kto na siłowni mówił po francusku. Wszyscy byli imigrantami: z Polski, Ukrainy, Egiptu, Pakistanu i Iranu. Większość wyznania muzułmańskiego. Grubemu to nie przeszkadzało. Wprawdzie obcych wcześniej nie lubił, ale ilu ich w Z. widział? Dwóch z Białorusi, co na ryneczku podkoszulki sprzedawali?
Z chłopakami szybko się zaprzyjaźnił. Zaczęli ćwiczyć razem, bujać się po mieście, odwiedzać centra handlowe. Tam kradli, najczęściej perfumy i oryginalne sportowe ciuchy. Gruby nie miał jednak doświadczenia: w Z. żadnych ochroniarzy nie było, a jak byli, to znajomi. Za trzecim razem wpadł.
– Wpakowali mnie na trzy miesiące do paki. A ja im za to dzisiaj dziękuję.
Obiecywali legalną pracę w Szwecji. Na miejscu okazywało się, że trzeba zostać złodziejem. Jeśli nie, to do obozu pracy
O swoim pobycie w więzieniu opowiada z namaszczeniem, jakby pobyt tam był mistycznym przeżyciem. Trzech chłopaków z Egiptu i jednego Syryjczyka, z którymi siedział w celi, dziś nazywa swoją najbliższą rodziną. Za kratkami przyjęli go jak brata: na początku razem ćwiczyli, potem zaczęli się razem modlić. Opowiadali Grubemu o swoim Bogu.
Gruby zawsze był dumny z bycia Polakiem: Ruskich uważał za trzeci świat, Niemców nie szanował, bo najechali mu kraj. Do kościoła chodził co niedzielę, a jak już zarabiał, to na tacę dawał. O islamie wcześniej nie słyszał. Nie mówili o tym ani w szkole, ani z ambony.
– Zrobili mi streszczenie Koranu. I wtedy wszystko mi się zmieniło. Poczułem, jakbym znowu był wśród swoich. Jakbym... nie wiem, jak to, kurwa, nazwać, wrócił do korzeni.
Po wyjściu z więzienia wiedział już, do kogo się zgłosić. Od najlepszego przyjaciela z celi dostał namiary, po miesiącu legalnie pracował jako trener na siłowni. Przeprowadził się od ciotki do nowych przyjaciół.
– Mimo że mnie wcześniej nie znali, przyjęli jak brata.
Jak 24-letni Polak został islamistą
Przejście na islam było dla Grubego przeżyciem. Poczekał, aż jego dwóch najlepszych kumpli wyjdzie z więzienia. To oni byli jego świadkami podczas szahady, muzułmańskiego wyznania wiary. Zgodnie z tradycją powtórzył je trzy razy w ich obecności, tym samym stając się muzułmaninem. Zmienił imię na Muammar.
– Gdzie odbyła się uroczystość?
– No, u nas. Na siłce.
Na siłowni, gdzie pracuje Gruby, wszyscy są muzułmanami. Treningi układają tak, by podczas podnoszenia hantli czy wyciskania rekordu na ławeczce znaleźć czas na modlitwę pięć razy dziennie.
Z alkoholu Gruby nie musiał rezygnować, bo od lat już go nie ciągnie. No, chyba że wpadnie na wakacje do Z., to czasami z Młodym i Siwym gdzieś zabalują. Ale to się nie liczy, to nie dzieje się w jego świecie.
Niemcy nawróceni na islam: Polacy, niesiemy wam szariat
Od razu ich zdmuchniemy Młody i Siwy do kościoła chodzili jak wszyscy: najpierw wystawali pod murem z chłopakami, potem – już z dziewczynami pod rękę – wchodzili do środka. Dziś całymi rodzinami stoją pod ołtarzem.
– Porządek w życiu musi być. A kościół to daje. Poza tym to nasz polski obowiązek.
Mają też inne polskie obowiązki: głosowanie na prawicę (w ostatnich wyborach mieli dylemat, czy nie pójść za Kukizem, dziś już wiedzą, że najbliżej im do niego), obrona Polski przed napływem imigrantów oraz przed zalewem gejów i lesbijek.
– Pedałami to ja gardzę, jako chrześcijanin – unosi się Młody.
Śledzą politykę, trochę w radiu posłuchają. Wiedzą, co się dzieje; jeśli trzeba by było, gotowi są na walkę o prawdziwą polskość. A jak w Białymstoku ONR organizuje marsze, zawsze wpadają się wykrzyczeć.
– Chcą nam tych muslimów na siłę wcisnąć. A my się nie zgadzamy! Nie będzie nam cudza wiara kraju zalewać!
– A niech przyjeżdżają, od razu byśmy ich zdmuchnęli.
– Jednego takiego znamy, w Białym przy stacji ma kebab, najlepszy, jaki jadłem. Nam robi XXL – Młody zatacza wielkie koło, pokazując, jakiej wielkości jest talerz. – Nic do niego nie mam, ale jakbym go z siostrą zobaczył, toby sobie dół w lesie mógł kopać.
Gruby przysłuchuje się rozmowie, śmieje się razem z chłopakami. On jest od nich, swój, jego to nie dotyczy.
– Gruby jest nasz. Niech się buja na tym swoim dywaniku, mi to nie przeszkadza – Młody ściska Grubego za szyję, udaje, że dusi. – Bomby nam przecież nie podłożysz, co nie, Gruby?
– My w rodzinie mamy zasady. Bomby podkładają ci bez zasad.
Na osobności mówi mi, że najważniejsza jest dla niego wierność rodzinie. Tej nowej, belgijskiej. Bo przyjęli go jak swego, dali mu pracę, dach nad głową, religię – czyli wytyczne, jak żyć. Dla nich wszystko: przyjaźń na śmierć i życie. Tylko z dziewczyną ma problem: to Polka, choć od lat mieszka w Belgii. Boi się, że Gruby po ślubie się zmieni, zmusi ją do przejścia na islam, każe nosić chustę. Ona na swoim profilu na Facebooku nawołuje do nienawiści wobec imigrantów, wrzuca memy z syryjskimi uchodźcami i podpisem: „won z Europy”. Ale Gruby mówi, że jej jeszcze udowodni, że nie ma się czego bać. Choć z religii dla niej nigdy nie zrezygnuje, choćby mieli się rozstać.
– Najgorsze, że islam mówi: zabijajcie chrześcijan. No to jak chcą wojny, to będą mieli – Siwy jest pewny swego.
– Tak mówi islam?
– No tak mówi, sam słyszałem.
– Gówno słyszałeś – Gruby się unosi. – Chociaż różnie bywa. To tak jakby dostać w mordę. Nigdy nie dostaje się za nic. Zawsze trzeba sobie zasłużyć.
Chłopaki milkną. Nie po to spotkali się z Grubym, żeby się kłócić. Został im tylko tydzień na wspólną zabawę. Potem Gruby wsiądzie do autobusu i wróci do Belgii. O Polsce nie myśli. To w Brukseli ma życie i rodzinę, której ani nie mógłby, ani nie chciałby tu przywieźć.
Gruby, Siwy i Młody patrzą na siebie i czują, że jest dobrze, tak jak jest. Bez zbędnej gadki. Gruby to Gruby, ale jego muzułmańska rodzina? To już by nie przeszło. Bo jak się na ulicy pokazać, jak znajomym wytłumaczyć? Nie wytłumaczysz.
Autorka jest studentką Polskiej Szkoły Reportażu
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.05.19 10:37 ben13022 Wróg Korfanty

Dla marszałka Piłsudskiego i sanacji był wyjątkowo obmierzłym wrogiem. W lipcu 1939 r. na wieść, że w każdej chwili może umrzeć, sędzia kazał wypuścić go z więzienia. Wojciech Korfanty, bohater i idol tysięcy Ślązaków, miał to szczęście, że umarł dwa tygodnie przed wybuchem wojny i nie zobaczył upadku II Rzeczypospolitej Dwudziestego sierpnia na pogrzeb Korfantego przyszło pół Górnego Śląska - gazety pisały, że gdy po kilku godzinach wędrówki ulicami Katowic kondukt dotarł wreszcie do bram cmentarza, niektórzy żałobnicy dopiero ruszali spod kościoła. Żegnało go kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale nie sanacyjny wojewoda Michał Grażyński, który nie tylko ostentacyjnie wyjechał z miasta, ale jeszcze zakazał urzędnikom udziału w ostatniej drodze Korfantego.
Ci dwaj znali się i nienawidzili od blisko 20 lat, od trzeciego powstania śląskiego. Czasami trudno było uwierzyć, że walczyli wtedy po jednej stronie.
Po dwóch pierwszych powstaniach (1919 i 1920), które wybuchły spontanicznie i zgasły po kilku dniach, w nocy z 2 na 3 maja 1921 r. zaczęło się trzecie. I zaskoczyło Niemców. Bo tym razem zamiast zbieraniny źle uzbrojonych cywilów zobaczyli karne oddziały podzielone na trzy grupy wojsk. Powstańcy mieli pociągi i samochody pancerne, wywiad, szpitale polowe. Niemcy podejrzewali, że uzbrojenie i dowódców przysłała Warszawa, i dlatego mówili o powstaniu polskim. Uważali też, że wywołał je Korfanty.
Tymczasem był on przeciwnikiem walki i unikał jej tak długo, jak mógł, bo wierzył, że los Górnego Śląska rozstrzygnie się przy stole rokowań, a nie na polu bitwy. Korfanty, starszy o całe pokolenie od większości powstańców, był politykiem, nie żołnierzem.
W księgach parafialnych w kościele w Siemianowicach ksiądz zapisał go 23 kwietnia 1873 r. jako Alberta, co jest zdrobniałą formą niemieckiego imienia Adalbert. W domu, gdzie mówiło się śląską gwarą, nazywali go Wojtkiem albo Wojciechem, ale Polakiem zrobili go dopiero niemieccy nauczyciele w gimnazjum w Katowicach. - Tak długo zohydzali wszystko, co polskie, że w końcu postanowiłem dowiedzieć się czegoś o tych Polakach - opowiadał po latach.
Tuż przed maturą wyleciał ze szkoły za zorganizowanie polskiego koła samokształceniowego - czytali z kolegami Sienkiewicza. Na szczęście sprawę opisały gazety, a Józef Kościelski, Wielkopolanin i przewodniczący koła polskiego w Reichstagu, niemieckim parlamencie, postanowił pomóc młodemu Ślązakowi. Dzięki niemu Korfanty pod koniec 1895 r. przyjeżdża jako wolny słuchacz na politechnikę w Berlinie, zdaje maturę, a potem zaczyna studiować prawo, ekonomię i filozofię na wrocławskim uniwersytecie.
I zaczyna też politykować - na początek przystępuje do Zetu - Związku Młodzieży Polskiej "Zet", organizacji stworzonej przez działaczy Narodowej Demokracji, poznaje Romana Dmowskiego. W 1898 r. po raz pierwszy jest w Warszawie - przyjeżdża na odsłonięcie pomnika Mickiewicza. Po latach wspominał, że pokazywano go tam palcami jak jakieś dziwadło - że Polak, choć ze Śląska.
Wykorzystując znajomości wśród działaczy endecji, zaraz po ukończeniu studiów w 1901 r. zakłada w Katowicach gazetę "Górnoślązak". Pisze ostro i dosadnie, co się podoba - pismo rozchodzi się na pniu. Ale pruskie władze szybko umieszczają go na liście wichrzycieli i na początku 1902 r. sąd skazuje go na cztery miesiące więzienia za wzniecanie nienawiści narodowej.
Proces, tak jak wcześniej wyrzucenie z gimnazjum, tylko pomaga - Korfanty zyskuje sławę męczennika za polską sprawę i gdy 31 maja 1902 r. wychodzi z więzienia we Wronkach, przed bramą czeka tłum. Rok później zdobywa już mandat poselski do Reichstagu.
Dla wrocławskiego kardynała Georga Koppa Korfanty w Reichstagu to obraza boska. Nie dość, że bezczelny Polak wyśmiewa księży, to jeszcze zabiera mandat w okręgu zdominowanym dotąd przez katolicką partię Zentrum. Kopp pisze list pasterski przeciwko Korfantemu i każe go odczytać z ambon w całej diecezji - skutek jest taki, że popularność Korfantego wśród Polaków znów rośnie.
Gdy jednak na początku lipca 1903 r., chwilę po wygraniu wyborów do Reichstagu, chce się żenić, proboszcz parafii w Bytomiu, skąd pochodziła narzeczona, mówi mu: Albo przeprosisz za ataki na księży, albo ślubu nie będzie.
Korfanty domyśla się, że to robota kardynała Koppa, i jedzie do Krakowa. Tam kardynał Jan Puzyna początkowo nie zamierza dać zgody na ślub kościelny Ślązaka, ale w końcu się zgadza. Niech się żeni, będę miał o jednego wroga mniej - powiedział podobno Puzyna i w kościele św. Krzyża Korfanty wreszcie staje przed ołtarzem.
Czy w tym czasie spotkał już młodszego o 17 lat Grażyńskiego, który od 1901 r. uczęszcza do krakowskiego gimnazjum św. Anny?
Różniło ich bardzo wiele. Korfanty do polskości dochodził sam i na przekór niemieckiemu w większości otoczeniu. Urodzony we wsi pod Myślenicami Grażyński od dziecka miał kontakt z polską książką i polskimi nauczycielami. Podobnie jak Korfanty jeszcze w trakcie studiów (historia na UJ) zainteresował się polityką, ale poszedł nie za Dmowskim, lecz za Józefem Piłsudskim. I tak jak przyszły marszałek fascynował się walką zbrojną i kultywował pamięć o powstaniu styczniowym. Gdy przyjedzie na Górny Śląsk do powstania, obierze pseudonim "Borelowski", na pamiątkę po słynnym, poległym w 1863 r. pułkowniku Marcinie Borelowskim. o Pierwszej Kompanii Kadrowej ani do Legionów się nie załapał - zaraz po wybuchu wojny światowej zostaje wcielony do austriackiego wojska, ale z frontu wraca szybko z powodu rany brzucha. Gdy w listopadzie 1918 r. tworzy się polskie wojsko, Grażyński zgłasza się do krakowskiego dowództwa i w stopniu kapitana zostaje referentem oświatowym.
Ale mierzy znacznie wyżej. Na początku 1920 r. wywiad wysyła go na Spisz i Orawę, aby zachęcał miejscowych do głosowania w plebiscycie na Polskę. Gdy prawie całe sporne terytorium zwycięskie mocarstwa przyłączają do Czechosłowacji, rozgoryczony Grażyński dochodzi do wniosku, że o swoje trzeba walczyć zbrojnie, a nie w gabinetach dyplomatów.
Grażyńskiego "Borelowskiego" polski wywiad wysyła na Górny Śląsk. Ma pomagać Korfantemu.
Od początku 1920 r. Korfanty stoi na czele Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, namiastki polskiej władzy na spornym Górnym Śląsku. Siedzibę komisariat ma w zdominowanym przez Niemców Bytomiu, co oznacza dla tego "polskiego rządu" wiele niebezpieczeństw. Raz Korfanty zostaje zaatakowany przez demonstrantów i z kilkoma współpracownikami musi uciekać na dach biura, skąd ostrzeliwuje się, dopóki nie nadchodzi odsiecz.
Niemcy nazywają go die blonde Bestie i śpiewają o nim złośliwe piosenki. Swoi go uwielbiają. Wspaniale przemawia - w zależności od audytorium mówi literacką polszczyzną, wtrącając anegdoty i złośliwości, a kiedy trzeba, godo po śląsku.
Po jednym z wieców kobiety zarzucają mu na ramiona girlandy kwiatów, a w sali Neue Welt w Gliwicach noszą na rękach. Niewiele sobie robi z Niemców, którzy wyznaczają za jego głowę 4 mln marek - na wiece dalej jeździ odkrytym fordem i tylko czasami zmienia trasy przejazdu.
Po zakończeniu pierwszej wojny światowej w Warszawie byli politycy, którzy liczyli na to, że na Górnym Śląsku mocarstwa przyznają Polsce obszar sięgający Odry. Życzliwa temu była Francja, której zależało na osłabieniu Niemiec. Ale brytyjski premier David Lloyd George chciał zachować równowagę sił na kontynencie i w końcu postawił na swoim - o tym, komu przypadnie Górny Śląsk (i inne sporne terytoria), miały zdecydować plebiscyty mieszkańców.
Zadaniem Korfantego, którego po cichu finansowo i organizacyjne wspiera polski rząd, jest kierowanie agitacją wśród Górnoślązaków, aby jak najwięcej z nich głosowało za Polską.
Żeby nie dopuścić do zastraszania ludności, alianci nakazali Niemcom wycofanie administracji, wojska i policji z Górnego Śląska; porządku ma pilnować Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa złożona z przedstawicieli Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii. Komisarzom w poszczególnych miejscowościach podlega mieszana polsko-niemiecka policja oraz żołnierze przysłani przez Paryż, Rzym i Londyn.
Problem w tym, że jest ich za mało (tylko 20 tys., głównie Francuzów), żeby mogli zapanować nad dwumilionowym regionem. Na dodatek, choć siły rozjemcze miały być neutralne, to wikłały się w konflikty między polskimi i niemieckimi oddziałami samoobrony. Drugie powstanie śląskie zaczęło się od ostrzelania niemieckich demonstrantów w Katowicach przez żołnierzy francuskich strzegących własnej siedziby. W odpowiedzi rozjuszony tłum zlinczował polskiego lekarza zdążającego z pomocą rannym - nie dość, że Francuzi mu nie pomogli, to jeszcze nie zapobiegli wielogodzinnym zamieszkom.
Jeszcze goręcej było po plebiscycie, który odbył się 20 marca 1921 r. Przy prawie stuprocentowej frekwencji większość opowiedziała się za pozostawieniem Górnego Śląska w granicach Niemiec, ale każda strona interpretowała wyniki po swojemu. Niemcy żądali całego regionu, Polacy chcieli przynajmniej wschodniej, najbardziej uprzemysłowionej części. Gazety polskie i niemieckie miały swój udział w podsycaniu konfliktu: straszyły nowym powstaniem i wyolbrzymiały najdrobniejsze incydenty.
W tej sytuacji Korfanty stawia wszystko na jedną kartę. Widzi, że jeśli sam nie ogłosi powstania, to może wybuchnąć spontanicznie, tak jak poprzednie. I w nocy z 29 na 30 kwietnia 1921 r. w pałacyku niedaleko Lublińca spotyka się z Danielem Kęszyckim, konsulem reprezentującym polski rząd przy komisji międzysojuszniczej. Nad ranem zapada decyzja: trzeba walczyć. Byleby tylko znaleźć dobry pretekst.
Dostarcza go kilka warszawskich gazet, które 1 maja donoszą o spotkaniu niemieckich przemysłowców w hotelu Klemens przy ulicy Młyńskiej w Katowicach. Podobno ustalili oni, że zniszczą kopalnie i huty na terenie, który zostanie przyłączony do Polski.
Wiadomość brzmi wiarygodnie, bo miejsce rzekomej narady rzeczywiście często odwiedzali niemieccy aktywiści. Zgadzają się też nazwiska i nazwy firm. Korfanty, powołując się na te doniesienia, ogłasza powstanie.
Mało kto zwraca uwagę, że rzekomi uczestnicy narady w hotelu Klemensa wszystko dementują. Zresztą kto by czytał sprostowania - jest już 3 maja, a powstańcy od kilku godzin są w drodze na pozycje.
Niemcy dali się zaskoczyć, bo uznali, że chodzi tylko o manifestacje z okazji rocznicy Konstytucji 3 maja. Zanim z głębi Rzeszy przyjadą niemieckie bojówki (regularnych wojsk żadna ze stron nie odważy się przysłać z obawy przed wybuchem wojny), w rękach powstańców są już tereny aż po Odrę. Wyjątkiem są miejscowości, w których stacjonują alianckie wojska - te powstańcy tylko blokują.
Korfanty dowodzi ze swojej kwatery w Szopienicach, kilka kilometrów od centrum Katowic.
W ostatnich dniach maja Niemcy odzyskują stracony teren, a pozycja Korfantego słabnie; od początku zresztą traktował on powstanie jako demonstrację mającą skłonić mocarstwa do uwzględnienia polskich postulatów. Ale rozgrzani początkowym powodzeniem powstańcy nie chcą wracać do domu. Wzdłuż Odry i pod Górą św. Anny czeka na rozkazy od 30 do nawet 50 tys. ludzi.
Tymczasem Grażyński, który przyjechał na Śląsk kilka miesięcy wcześniej, zdążył już wyrobić sobie na tyle silną pozycję, że postanawia rzucić wyzwanie Korfantemu. Z Bielszowic, gdzie stacjonuje, wysyła do Szopienic Karola Grzesika, człowieka, który jest jego marionetką. Grzesik prosi Korfantego, by ogłosił go wodzem powstania. Ten odpowiada wymijająco ("Czy pan, kapitanie, sobie poradzi?"), Grzesik uważa, to za zgodę i ogłasza się wodzem. Wtedy Korfanty każe go aresztować i kilka dni później Grzesik, Grażyński i kilku innych zamieszanych w sprawę staje przed sądem polowym za bunt.
Na polecenie Warszawy powstanie się kończy, a sprawie w sądzie zostaje ukręcony łeb, ale i tak tego upokorzenia Grażyński Korfantemu już nigdy nie daruje.
Rok po trzecim powstaniu Polska otrzymuje od mocarstw przemysłową część Górnego Śląska, a 18 czerwca 1922 r., dwa dni przed wkroczeniem do Katowic wojska polskiego, zdominowany przez chadeków i endeków Sejm proponuje Korfantego na premiera.
Nic jednak z tego nie wyjdzie, bo naczelnik państwa Józef Piłsudski nie zamierza się zgodzić na rząd prawicy. Nie podpisuje nominacji Korfantego i grozi dymisją, w razie gdyby prawica nie zrezygnowała z forsowania tego kandydata. W tej sytuacji niedawny wódz śląskiego powstania zadowala się mandatem posła - odrzuca propozycję bycia wojewodą, to za mało jak na jego aspiracje.
Z Piłsudskim poróżnił się już przy ich pierwszym spotkaniu w listopadzie 1918 r. - podobno poszło o to, że Korfanty oponował przeciwko wyznaczeniu na premiera Jędrzeja Moraczewskiego, bo sam miał ochotę na to stanowisko.
Ale ważniejsze chyba okazały się różnice charakterów. Pochodzący z Kresów Wschodnich Piłsudski nie potrafił znaleźć wspólnego języka z wychowanym na Zachodzie Korfantym. Chodzący w glorii polityka, który Górny Śląsk przywrócił macierzy, rychło miał słono zapłacić za to, że skłócił się z najpotężniejszym człowiekiem w Polsce.
Podczas przewrotu majowego Korfanty stanął po stronie rządu i chciał nawet wysyłać mu na pomoc przeciwko Piłsudskiemu śląskie pułki i policję. Nic z tego nie wyszło, ale takich rzeczy Marszałek nie zapominał.
Wkrótce zwycięski Piłsudski przysyła do Katowic nowego wojewodę. To Michał Grażyński, który z miejsca otacza się ludźmi, którzy podczas powstania stanęli po jego stronie. Karol Grzesik zostaje prezydentem Chorzowa i marszałkiem Sejmu Śląskiego, a Grażyński w 10. rocznicę trzeciego powstania pisze książkę "Walka o Śląsk" - w tej wersji to on jest na pierwszym planie.
Zirytowany Korfanty odpowiada serią artykułów w wydawanej przez siebie "Polonii" i stara się wersję rywala zdewaluować. Sanacja wytyka mu, że brał pieniądze od Związku Niemieckich Przemysłowców i dopuścił się matactw przy płaceniu podatków.
Dopóki chroni go immunitet poselski, może sobie z tego nic nie robić, ale 26 września 1930 r. prezydent Ignacy Mościcki rozwiązuje Sejm Śląski i jeszcze tego samego wieczoru pod willę Korfantego przy ulicy Powstańców w Katowicach przyjeżdża policja. Wiozą go do twierdzy w Brześciu, a "Polska Zachodnia", gazeta sanacji na Śląsku, na pierwszej stronie ogłasza: Pan Korfanty wreszcie pod kluczem.
Zarzuty wyglądają absurdalnie: Korfanty miał narazić Bank Śląski na stratę 20 tys. zł i fałszować weksle. Ale władzy nie zależy na zachowaniu nawet pozorów praworządności. - Nie potwierdzą się te, to znajdziemy sto innych zarzutów - mówi Korfantemu prokurator.
W Brześciu, gdzie marszałek Piłsudski kazał wsadzić wielu polityków opozycji, siedzi w jednej celi m.in. z socjalistą Hermanem Liebermanem. Sam nigdy nie mówił o tym, co przeżył, ale rodzina zapamiętała, że gdy po dwóch miesiącach został wypuszczony, stracił na wadze 25 kg. Nie miał do czynienia z osławionym pułkownikiem Wacławem Kostkiem-Biernackim, komendantem twierdzy. Współwięźniowie, m.in. Wincenty Witos i Karol Popiel, opowiadali, że nad Korfantym znęcał się kapitan Kazimierz Kaciukiewicz. Któregoś razu bił go po głowie i wykrzykiwał, że to nie on, ale Piłsudski będzie rządzić w Polsce.
I znowu, jak ćwierć wieku wcześniej więzienie we Wronkach, pobyt za kratami pomógł jego reputacji. W wyborach 1930 r. kandyduje do Sejmu, Senatu oraz Sejmu Śląskiego (na co pozwalała ordynacja) i odnosi potrójne zwycięstwo. Znów chroni go immunitet poselski i władze postanawiają go wypuścić. Nie będzie też oskarżonym podczas tzw. procesu brzeskiego.
Przez pięć lat miał spokój, ale gdy na początku kwietnia 1935 r. Sejm Śląski został rozwiązany, prokuratura wystąpiła z nowymi zarzutami: Korfanty miał oszukać Górnośląski Związek Przemysłowców na 19,5 tys. zł.
Tym razem nie czeka na policję. Uprzedzony o jej zamiarach 6 kwietnia jedzie z synem do Cieszyna, gdzie przekracza granicę polsko-czechosłowacką. Przez chwilę łudzi się, że po śmierci Piłsudskiego w maju 1935 r. władza pozwoli mu wrócić, ale to próżne nadzieje. Nawet gdy pozostawiony w Polsce najmłodszy syn Witold ciężko zachorował (a potem zmarł), Korfanty został uprzedzony, że będzie zatrzymany, jak tylko przekroczy granicę.
Po wkroczeniu Niemców do Pragi w marcu 1939 r. chroni się w ambasadzie Francji, a potem pod fałszywym nazwiskiem jedzie do Paryża samochodem jednego z dyplomatów. Idzie do polskiego konsulatu, ale rezygnuje ze starań o paszport, bo widzi, że konsulem jest oficer, którego spotkał w Brześciu. Z dokumentami na nazwisko Alberta Martina, obywatela Francji, leci do Kopenhagi, gdzie wsiada na statek do Gdyni. Tam czeka rodzina i garstka najbliższych przyjaciół.
Do Katowic przyjeżdża nocą. Idzie do prokuratury, mówi, że w obliczu zbliżającej się wojny nie mogło go zabraknąć w kraju, że dawne spory muszą odejść w niepamięć. Władze mają inne zdanie - z poleceniem zatrzymania Korfantego dzwoni do Katowic minister sprawiedliwości. 29 kwietnia 1939 r., nazajutrz po przyjeździe do Katowic, zostaje zabrany do Warszawy, o czym jako pierwsza informuje niemiecka radiostacja w Gliwicach.
Kierowane do premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego apele o uwolnienie Korfantego pozostają bez odpowiedzi. Z warszawskiego więzienia przy Pawiej Korfanty już nie wychodzi o własnych siłach - 20 lipca ciężko chorego polityka karetka przewozi do szpitala św. Józefa przy Hożej.
Gdy lekarze orzekają, że Korfanty w każdej chwili może umrzeć, sędzia śledczy Jan Demant podpisuje nakaz zwolnienia. Operujący go doktor Bolesław Szarecki rozpoznaje poważne uszkodzenie wątroby; ulica spekuluje, że to od oparów arszeniku, którymi rzekomo ktoś nasączył ściany jego celi.
Na ratunek jest już za późno. - No i widzi pan, jak mi Polska zapłaciła - zapamiętał ostatnie słowa Korfantego pisarz Juliusz Żuławski.
Umiera 17 sierpnia 1939 r. Trzy dni później żegnają go Katowice. Za trumną idą dziesiątki tysięcy ludzi, ale nie Grażyński.
2 września, gdy Wehrmacht podchodzi pod Katowice, wojewoda Grażyński wyjeżdża do Warszawy, a stamtąd przez Kuty do Rumunii i Francji. W czerwcu 1940 r. po klęsce Francji dociera do Londynu, gdzie obwinia premiera i naczelnego wodza generała Władysława Sikorskiego o to, że tak niewielu Polakom udało przedostać się do Wielkiej Brytanii. Wkrótce potem Grażyński wraz z innymi sanacyjnymi działaczami trafia do stworzonego na polecenie Sikorskiego obozu karnego na szkockiej wyspie Bute, znanej wśród Polaków jako Wyspa Węży - były wojewoda opuści ją po trzech latach.
Do Polski już nie wróci i wiele lat przebieduje w Anglii, zmagając się z chorobą Parkinsona. 10 grudnia 1965 r. w Londynie, nie zauważył nadjeżdżającej ciężarówki i zginął pod jej kołami.
Byłby może zadowolony, gdyby mógł zobaczyć stojący przed Urzędem Wojewódzkim w Katowicach pomnik Piłsudskiego, który zamówił w czasach, gdy był wojewodą, ale nie doczekał się jego wykonania. Z drugiej strony urzędu na postumencie stoi Korfanty. Na pomnik Grażyńskiego zabrakło miejsca.
Źródło: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,132520,13847202,Wrog_Korfanty.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.02.09 07:52 repostuje Polskie tłumaczenie jednego z najpopularniejszych komentarzy na reddicie

Mieszkam w państwie, w którym, według opinii większości, panuje dyktatura. Jednym z tych, które brały udział w arabskiej wiośnie. Doświadczyłem godzin policyjnych i rezultatów podobnej inwigilacji o jakiej mówi się teraz w Stanach Zjednoczonych. Ludzie, którzy debatują o wprowadzeniu godziny policyjnej nie zdają sobie sprawy jak to NAPRAWDĘ wygląda. Tu wcale nie chodzi o to, że masz nie wychodzić z domu i tym podobne. Tu chodzi o świadomość, że wszyscy i wszystko jest pod obserwacją. Kilka słów o tym jak to wygląda w praktyce:
1) Celem inwigilacji, zdaniem rządu, jest kontrola wrogów państwa. Nie chodzi o terrorystów. Chodzi o ludzi, których łączą idee mogące doprowadzić do destabilizacji obecnego stanu rzeczy. To mogą być pomysły o zabarwieniu religilnym. To mogą być takie grupy jak "Anonymous", które są zbyt biegłe w technologiach, by rząd mógł je ignorować. Identyfikacja takich osobników nie jest zbyt trudna i znacznie ułatwia późniejsze ich kontrolowanie.
Powiedzmy, że jesteś studentem i poznajesz ludzi, którzy sprzeciwiają się przetrzymywaniu zwierząt w okrutnych warunkach. Umawiacie się i idziecie protestować. Docierasz na miejsce i WOW, manifestacja jest naprawdę duża. Nie spodziewałeś się czegoś takiego, jest was wielu. No cóż, od teraz każdy kto tam był jest podejżany. Mimo że miałeś pełne prawo protestować zacząłeś być postrzegany jako osoba stwarzająca zagrożenie.
W dzisiejszych czasach rząd nie musi Cię zamykać w areszcie. Mogą zrobić coś bardziej dotkliwego. Mogą wysłać Ci erotyczną fotkę zrobioną podczas igraszek z dziewczyną. Mogą Ci wysłać wiadomość, że mają dowody na oszustwa podatkowe twojego taty. Albo zagrozić, że zwolnią go z pracy. Składają też propozycję - unikniesz tych przykrości jeśli pomożesz im złapać przyjaciół ze swojej grupy. Masz składać raporty co tydzień, albo staruszek straci pracę. Więc wysyłasz. Donosisz na swoich przyjaciół, piszesz raporty z zamkniętych spotkań, żeby chronić tatę.
2) Załóżmy że taka sytuacja trwa już od jakiegoś czasu. Twoje państwo staje się zwariowanym miejscem. Naprawdę zwariowanym. Po niedługim czasie protesty się rozszerzają i są już dużo większe niż wcześniej. Ludzie są poważnie wkurzeni i chcą odebrać rządzącym możliwość inwigilacji. Teraz zdają sobie sprawę jakie to ważne. Oglądasz wiadomości i widzisz jak policja rozpyla gaz łzawiący. Odbierasz telefony od przerażonych znajomych. Rozlegają się pierwsze strzały. O Boże, nigdy się na to nie pisałeś. Myślisz sobie "pieprzyć to!". Tata może i straci pracę, ale nie masz zamiaru brać odpowiedzialności za czyjąś śmierć. Sprawy zaszły za daleko. Odmawiasz składania cotygodniowych raportów. Przestajesz chodzić na zebrania. Siedzisz w domu i unikasz oglądania wiadomości. Trzy dni później przychodzi policja i zostajesz aresztowany. Konfiskują komputer, telefony, zostajesz lekko pobity. Nikt z domowników nie może Ci pomóc, wszyscy siedzą cicho. Wiedzą, że jeśli cokolwiek powiedzą następnym razem to ich zabiorą. To stało się w moim kraju, to nie są żarty.
3) Trudno powiedzieć jak długo już siedzisz w areszcie. Widziałeś okropne rzeczy. Przez większość czasu słuchasz czyichś krzyków. Ludzie błagają, by ich zabito. Nie słyszałeś jeszcze czegoś takiego. Jesteś szczęściarzem. Jesteś kopany każdego dnia podczas wydawania zatęchłych posiłków. Nikt nie raził Cię prądem. Nie padłeś ofiarą przemocy seksualnej, a przynajmniej o niczym takim nie pamiętasz. Od czasu do czasu dostajesz tabletki i nie możesz stwierdzić z całkowitą pewnością co dzieje się później. Będę szczery, tabletki były najlepszą częścią dnia, bo przynajmniej nie czułeś co z tobą robią. Twoje ciało pokrywają blizny, będące pamiątką po torturach. Tortury w więzieniu to teraz normalka. Ale teraz każdy, kto udostępnia w formie zdjęć lub filmów przypadki torturowania więźniów jest traktowany jako kapuś. Jest traktowany jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Niebawem jedna z ran jakie masz na nodze zaczyna kiepsko wyglądać. Chyba wdała się infekcja. W więzieniu nie ma lekarzy, a jest tak przepełnione, że nie wiadomo co jest przyczyną zakażenia.
Zostajesz zwolniony z więzienia. Po wyjściu znajdujesz lekarza, ale on nie chce Cię przebadać. Wie, że jeśli to zrobi w papierach zostaną ślady, że Ci pomagał. Nawet głupi telefon w tej sprawie z jego biura może sprawić, że odwiedzi go lokalna policja.
Jedziesz zobaczyć się z rodzicami. Może oni będą mogli pomóc. Noga jest w strasznym stanie. Docierasz do domu. Jest pusty, nikt nie otwiera. Nie możesz się z nimi skontaktować. Przychodzi sąsiad i bierze Cię na stronę. Szybko wyjaśnia, że zostali aresztowani trzy tygodnie temu i od tej pory nikt ich nie widział. Przypominasz sobie, że kilka miesięcy temu, kiedy ostatnio rozmawialiście przez telefon mówiłeś im, że wybierasz się na demonstrację. Nawet młodszy brat zniknął.
4) To naprawdę się dzieje? Oglądasz wiadomości. Wyniki meczów. Newsy z życia celebrytów. W telewizji wygląda to tak, jakby życie znów toczyło się po staremu. Co jest, kurwa, grane? Ktoś obcy uśmiecha się do Ciebie gdy czytasz gazetę. Tracisz panowanie nad sobą "idź do diabła człowieku! Z czego się śmiejesz, nie widzisz, że mam poważnie chorą nogę?!". Nieznajomy odpowiada "Przepraszam, ale nie wiedziałem, że ktoś jeszcze dzisiaj czyta gazety". Od miesięcy nie ma prawdziwych dziennikarzy. Wszystkich pozamykali.
Ulicami snują się przerażeni ludzie. Nikt z nikim nie rozmawia, każdy się boi, że trafi na rządowego kapusia. Na dobrą sprawę, przez pewien czas sam nim byłeś. Może chcą, żeby ich dziecko ukończyło szkołę bez przeszkód. Może nie chcą stracić pracy. Może są chorzy i chcą móc chodzić do lekarza. Zawsze jest jakiś powód. Dobrzy ludzie zawsze robią złe rzeczy z prostych powodów.
Chcesz protestować. Chcesz odzyskać rozdzinę. Potrzebujesz opieki medycznej. To wszystko zaszło za daleko. A zaczęło się tylko od tego, że chciałeś lepszego traktowania zwierząt hodowlanych. Teraz jesteś traktowany jak terrorysta i każdy może na ciebie donieść. Korzystanie z telefonu lub emaila odpada. Nie możesz znaleźć pracy. Nie masz nikogo komu mógłbyś zaufać. Na każdym rogu ulicy stoją uzbrojeni ludzie - policjanci i żołnierze. Są tak samo wystraszeni jak Ty. Nie chcą stracić pracy. Nie chcą być zakwalifikowani jako terroryści.
To wszystko miało miejsce moim kraju.
Wiecie dlaczego dochodzi do rewolucji? Ponieważ coraz więcej małych rzeczy zmienia się na gorsze. Ale to co się dzieje właśnie teraz jest naprawdę duże. Inwigilacja ma kluczowe znaczenie. Pozwala im na zdobycie całej wiedzy, by móc robić to co opisałem powyżej. To, że zbierają informacje świadczy o tym, że mogą chcieć je wykorzystać właśnie w taki sposób. W kraju gdzie mieszkam rząd też zaręczał, że zbierają informacje dla naszego bezpieczeństwa. Tak samo było w Rosji sowieckiej. Czy we wschodnich Niemczech. Tak naprawdę to tylko wymówka by móc wszystkich śledzić. Jeszcze NIGDY nie okazała się zgodna z prawdą.
Może Obama tego nie zrobi. Może jego następca też, albo kolejny gość na stołku prezydenta. Może ta historia Cię nie dotyczy. Może zdarzy się za 10, 20 lat od teraz, gdy wybuchnie wielka wojna lub konflikt. Może będzie chodzić o twojego syna lub córkę. Nie wiemy tego teraz. Jednak teraz jeszcze mamy wybór. Chcemy tego czy nie? Chcemy, by rząd miał w rękach takie narzędzie czy nie?
Jeśli chodzi o mnie to jestem wkurzony, bo w szkole składałem przysięgę wierności. Uczono mnie, że Stany Zjednoczone oznaczają "wolność i sprawiedliwość dla wszystkich". Ale kiedy się starzejesz dowiadujesz się, że to dzięki zapisom w konstytucji. To konstytucja mówi nam czy są te dwie rzeczy. No cóż, rząd właśnie narusza te idee. Skoro nie są za wolnością i sprawiedliwością to za czym są? Bezpieczeństwem?
Zadaj sobie pytanie - czy w historii przytoczonej powyżej ktoś czuł się bezpiecznie?
Niczego nie zmyśliłem. Te rzeczy przytrafiły się moim znajomym. Myśleliśmy, że coś takiego nigdy nie będzie mieć miejsca w ameryce. No i co? To właśnie zaczyna się dziać.
Wkurzam się za każdym razem, gdy ludzie mówią "Nie mam nic do ukrycia. Niech sobie czytają co chcą". Ci ludzie nie mają pojęcia jakie nieszczęście na siebie sprowadzają. Są naiwni. Musimy posłuchać ludzi z innych krajów, którzy ostrzegają nas, że obecna sytuacja nie wróży nic dobrego i najwyższy pora wstać i powiedzieć zdecydowane "NIE!".
Przetłumaczył [email protected]
submitted by repostuje to Polska [link] [comments]